poniedziałek, 26 listopada 2012

O przyszłości

Witajcie,

Zawsze kiedy rozmyślam o przyszłości czuję, że wchodzę na wielowątkowy szlak, który wiąże się z kolejnymi, pokrewnymi wątkami by stworzyć jakiś myślowy szlak, który prowadzi do ostatecznego wniosku. Czasem takie wątki-szlaki kończą się ślepym zaułkiem; trudno jest dojść do tego ostatecznego wniosku, które ogarnąłby je wszystkie. Nie wiem dokąd dojdę, ale podążę do przodu, zapisując każdą myśl, nie gubiąc wątku ogólnego i może coś sensownego się z tego narodzi - zobaczymy!

Przyszłość to ciekawy twór. Na pewno istnieje: jako energia, jako koncept z którym można/powinno się negocjować. Każdy ma przyszłość nawet ci, którzy mają przekonanie, że to nieprawda. Żyjemy bowiem wiecznie. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z perspektywy energii wygląda to inaczej; one nie wydają się istnieć w czasie, przestrzeni. A my tak. Na czym więc ta odmienność może polegać?

Może i jest tak, że jako ludzie idziemy w przyszłość i zostawiamy za sobą przeszłość. Ale może jest tak, że jako energie tak naprawdę nie poruszamy się w konwencjonalny sposób - może "stoimy w miejscu"; nasza świadomość po prostu stoi zawieszona w nieprzestrzeni i nieczasie i wszystko inne porusza się względnie dookoła. No bo czyż powodując ruch ciała zmienia się nasza świadomość? Czy stawiając krok do przodu porusza się razem z tym krokiem nasze wnętrze? Nie, ono rządzi się innymi prawami i choć porusza się (bo faluje, bo zmienia się), to jednak nie w kontekście tego co w jej przestrzeń samoistnie "wpada" jako efekt tego (fizycznego) ruchu. Jeśli pójdziemy piechotą, wykonamy jakiś ruch ciałem, zawsze poczujemy opór wiatru, większy, mniejszy, ale zawsze. Coś więc zawsze będzie działało na nasze ciała. Ale z duchem, energią tak przecież nie jest. Można przemierzyć całe życie i ruchu w sobie mieć niewiele; można przeżyć mało, ale spowodować takie poruszenie w sobie, że można by obdzielić nim pięcioro. Czas i przestrzeń, z perspektywy energii, nie istnieją (albo przynajmniej są bardzo, bardzo giętkie), bo nie zmieniają, nie wpływają bezpośrednio na nią, na świadomość i naszą podświadomość.

Co więc decyduje o tym poruszeniu energii? Czym jest w tym kontekście przyszłość? Czy marszem w przyszłość czasową, czy raczej marszem w to, co bardziej... istotne, sensowniejsze, lepsze.

Jeśli wyobrazić sobie, że czasowo i przestrzennie świadomość-energia jest statyczna i zmienia się tylko sama w sobie, to przyszłość/przeszłość, pomysły, energie otaczające, wnioski wygenerowane same z siebie, potencjały rozwijane z wewnątrz tylko jakby "latają" wokół naszej energii i naszym wyborem (świadomym i/lub nieświadomym) łączymy się z tą energią, ona zaczyna nas dotyczyć i nas wewnątrz zmieniać. Rozważamy ją, a przychodzi ona pod postacią najróżniejszych rzeczy: zdarzeń, ludzi, słów wypowiedzianych, książek przeczytanych, momentów bujania w obłokach, pomysłów i inspiracji itd. Bywa przecież tak, że są zdarzenia, które dzieją się, ale nie robią na nas wrażenia. Na inną osobę zrobią, wpłyną, na wiele osób w różnym stopniu, a to przecież jedno i to samo wydarzenie.
Jeśli więc człowiek mocno przywiązał się do jakiejś myśli, wydarzenia z przeszłości i przeżywa ją w sobie ciągle na nowo, to czy jest ta myśl przeszłością tego człowieka, czy może raczej jego... przyszłością, teraźniejszością? Z pewnością to drugie, każdy odczuł na sobie siłę myśli powracających, które budzą emocje - jedno z tych poruszeń energii. A potem, kiedy temat zostaje "przerobiony", to ta myśl zanika, zamienia się w wyblakłe, czarno-białe zdjęcie, które możemy przywołać jako takie, jako nasz kapitał, mądrość. Człowiek zaczyna więc szukać dalszych poruszeń.

Czym więc jest nasza przyszłość? Myślę sobie, że to energia, jakiś pomysł; coś, co nas do tej pory jeszcze nie dotyczyło, ale być może zacznie. To nie jest osadzone na linii czasu, można bowiem przemieniać się w sobie wolno i szybciej, mniej i bardziej intensywnie. To będzie rzutowało na postrzeganie czasu, oczywiście, ale nie jest odwrotnie (nie można z pewnością bowiem powiedzieć, że jakaś nauka, szeroko pojęta, zajmie np. 5 lat). Można poszukiwać tych energii nowych mniej lub bardziej intensywnie, a one przyjdą pod postacią jakichś zdarzeń, ludzi, lub duchowej postaci, która stanie obok i sobie tak z nami pogada. Przyszłość nie różni się więc niczym od innych energii, poza bardzo względnym zabarwieniem czasowym, które jej nadajemy. I co z tym dalej począć?

Jest dużo więcej energii, z którymi możemy się połączyć, spotkać w danym momencie niż to świadomością swoją pojmujemy, ogarniamy. Warto wysilać się, by z tego gąszczu wyławiać to, co najwartościowsze dla nas, podejmować decyzje o tym co dla nas najlepsze w sposób bardziej zdecydowany, świadomy; próbować wpływać na ten proces. Wszak te same lekcje mogą przyjść do nas w różnych formach, wcale nie muszą być w swej wymowie tragiczne; nie muszą nosić znamion błędów. Można się przed tym uchronić poprzez wyczucie, że to nadchodzi, że energia jak chmura zbiera się nad naszą głową. I już wyciągnąć z niej lekcję, i już podjąć w sobie trud przemiany. Wówczas odchodzi, staje się tym wyblakłym zdjęciem... A jeśli już zaistnieje, to tym bardziej, niech zbyt długo więc nie wisi, nie ciąży.

Dlatego wróżenie ma sens, bo jest spojrzeniem w to, co tak się zbiera nad naszymi głowami; co może przyjąć jakąś określoną postać, która fizycznie nas z nią skonfrontuje (ale nie tylko). Czy więc może tak być, że ktoś będzie miał przyszłości więcej, niż inny człowiek? Tak, bo jednym dzieje się w życiu więcej, intensywniej, a innym mniej, ale niekoniecznie tym drugim dzieje się mniej we wnętrzu - energie bowiem przyjmują różne postacie, przyszłość to tylko jedna z nich (jeśli chodzi o moją preferencję, to wolę, by w życiu działo się mniej, za to dobrze, ale może rekompensuję to sobie rozmiarem rozważań takich jak te?).

Jako energia niewcielona, tak czuję, obracamy się wokół tego, co jest nam najbliższe; z dużej odległości wiemy, co mogłoby do nas nadejść jako wyzwanie, jako przemiana i ta wszechwiedza niestety nam nie służy; nie służy autentycznemu przeżywaniu tego, co mogłoby zostać przez nas dotknięte i przyjęte. Musielibyśmy jakby zapomnieć, udawać, że nie wiemy po co przychodzi, żeby spowodować zmianę, a to nie jest możliwe (tutaj z braku wiedzy zakładam, że jest to niemożliwe, co wynika z wiary, że po coś się w końcu wcielamy; że tego sensem jest powyżej zarysowany proces naszej przemiany). Stąd zapomnienie o swojej duchowej istocie, stąd fakt istnienia w nas podświadomości-głębi, która wiele decyzji podejmuje "za nas" - wyzwaniem jest zbliżanie, utożsamianie się z nią i to jest kolejny, osobny wątek do rozważań.

Jak więc praktycznie myśleć o przyszłości? Może lepiej myśleć ogólnie, w kategoriach zdarzeń, ludzi, pomysłów, idei, inspiracji, a może jeszcze ogólniej: energii, pod postacią wyczuwania jej w określonej tonacji, barwie i wyobrażanie sobie, wizualizowanie, że ona nas dotyczy, ta upragniona, następna w kolejności... będąc bowiem gdzieś osadzonym w tym nieczasie i nieprzestrzeni posiadamy wyczucie, koncept tego co za zakrętem, co następne dla nas (oraz tego, co minęło) - może nie od razu kilka ruchów do przodu, ale przynajmniej ten jeden, następny. On zawsze jest i to pozytywny (bo energia, jej potencjał, nie spada, tylko rośnie; nie zapominamy głęboko w sercu lekcji już przerobionych). Warto więc wyczulić się mocniej i nasłuchiwać co dalej aż się poczuje, aż się usłyszy. Warto, bo jak się usłyszy, że zbiera się na burzę, można ją ominąć patrząc na słońce i idąc w jego kierunku. A jeśli widać to słońce, to zacząć się nim ogrzewać zanim jeszcze w pełni dla nas zaświeci czując, że jest coraz bliżej, cieplej, przeżywając w sobie już jego spotkanie. Kolejnym pomysłem może być takich wizji kreowanie...

Przy odrobinie wprawy, podróżnik przez życie przestaje nim być - to wszystko inne podróżuje w jego kierunku, jemu na spotkanie, a on wybiera, że chce to, a tamtego to może lepiej nie...  W tym widzę siłę energii i jej idei jako czegoś bardzo praktycznego, jako czegoś bardzo wartościowego. Nie wiem jak wy, ale nie mogę się doczekać kiedy zanurzę się w świat wyczuwania energii, wróżenia sobie tej dobrej, najlepszej przyszłości. Tej ostatniej życzę nam wszystkim wiedząc, że zależy ona tylko od nas.

Pozdrawiam,
Tomek

środa, 22 sierpnia 2012

Energii krąg

Jesteśmy tutaj wszyscy, stanęliśmy w kręgu. Otoczyliśmy ciebie cząstką ciepłą każdego z nas. Ta cząstka jest dla ciebie, weź ją i ponieś to, co ona sobą reprezentuje ze sobą w przyszłość. Niech urośnie plon godny z tego ziarna; godny ciebie, człowiekiem zwany, energią naszą BRATNIĄ. Ja stanęłam na czele tego naszego Zgromadzenia - Niewiasta. Czoła jednak chylę tym, którzy w kręgu stanęli, bo oni Wiedzą, oni Czują tak wiele, tak mocno. Tak bardzo chcą, by przedsięwzięcie nasze udało się i w chęci tej tak wielkiej i przenikliwości oni to WIDZĄ, oni to WIEDZĄ. Dowiedz się i ty, bo częścią jesteś tego zgromadzenia, masz w sobie to boskie ziarno, które świeci; rozlało się na całą przestrzeń aury twojej. Zanurkuj w tym świetle jakbyś w jaką otchłań wpływał. Ono poniesie cię i w tym płynięciu spotkasz się ze swoim Przeznaczeniem.

Co nim jest - już mówiłam. Pomyślałam więc ponieść tą myśl dalej. Że masz wolną wolę, że czynisz co uważasz za słuszne. Jesteś już istotą Dorosłą do tego, by przyjąć na siebie odpowiedzialność za swój własny świat i za te cząstki, które ci ofiarowujemy. One płyną prosto przed siebie, a każda zbliżając się do ciebie wpada w wiru kręcenie, jak młynkiem, stając się częścią ciebie. One w tobie zmieniają twoj Wygląd. Ale nie ten zewnętrzny, o nim na chwilkę zapomnijmy. Ten prawdziwy twój wygląd określony barwą twojego do siebie i świata nastawienia, skali twojej wewnętrznej skuteczności. Dowiadujesz się na codzień ile zwycięstw odnosisz z tej walki o byt lepszy dla siebie i bliskich. Ale najważniejsze, by pozostawała w tobie nutka grająca, śpiewająca coraz głośniej melodię... Przeznaczenia.

Narasta w tobie przekonanie o twojej wielkości. Skromność tobie niepotrzebna, tylko przyznanie, że to, do czego doszedłeś siłą swoją i ręką do końca doprowadziłeś. Posłuchaj więc pieśni mojej na cześć istot wielkich w kręgu stojących. Ty już nie w środku tego kręgu jesteś, ale razem z nami za ręce się trzymasz i oplatasz ziemię ciepłym uściskiem. Skoncentruj się na tym wyższym poziomie, wyjdź poza schemat myślenia przynależny twojemu światu. Pomyśl przez chwilę globalnie, poczuj się częścią czegoś większego. W tym zawiera się istota wyższego pojmowania swojej roli we wszechświecie. Jeśli poczujesz, że brzemię to za duże, to pomyśl jak my, energie, zmęczenia nie znając takim właśnie nierozerwalnym uściskiem zastanawiamy się jak jeszcze ludzi zainspirować bez odbierania im ich... Przeznaczenia.

Zasłuchaj się w melodię płynącą z energii świata. Ona brzmienie ma nieharmonijne jeszcze, da się słyszeć fałsze, dźwięki obłudne. Ale gładzi te dźwięki ten nasz uścisk mocny i wygładzi, wygładzi. Na tym czy tamtym planie zobaczysz co urodzi się z tej inicjatywy i choć wyda ci się za chwilę, że wrócisz do czynności będących twoją tutaj życia historią, częścią tego kręgu nie przestaniesz być. To jest twoje Przeznaczenie.

Czy ja coś nakazuję, czy do czegoś przymuszam? Nie, to energia serca twego rozświetlonego daje ci tę drogę jasną, w którą wpisane jest w tym naszym kręgu dumne stanie. Ja nic nie powoduję, wolno stać ci tu razem z nami, na równi z nami się mierzyć. Dodaje ci to jeszcze godności i blasku, a żyjąc prawo dajesz dowód innym, że jeśli tak wybiorą, tak postanowią i ich może stać się taka przyszłość... Przeznaczeniem.

Daj się prowadzić temu światłu, ono pogodzi zwaśnione strony, te dźwięki nieharmonijne. I choć chaos odbierasz, odczuwasz, to bierze się on z konfliktu starej i nowej melodii. W tą nową się zasłuchaj, a zobaczysz, że głośniejszą gra nutą, że czas starej przeminął. Po co więc jej wierzyć, jej ufać, skoro ty już z inną melodią jesteś tożsamy. Popłyń z nami w tę krainę dźwięków, a i ciąg dalszy twoim oczom się ukaże. O nim jednak jeszcze nie opowiem, ale co ze słodkiej melodii dalszego dla świata może się podziać? Tylko dobrze, tylko lepiej. To jest świata i twoje... Przeznaczenie. 

Niewiasta

wtorek, 31 lipca 2012

Twoja przyszłość

Przez chwilę nic nie rób. Pozwól myślom przelatywać ponad twoją świadomością. Trwaj w bezruchu chwilowym; zaraz poderwiemy się do lotu, ale jeszcze nie teraz. Pozbieraj te elementy twojej uwagi rozsiane po całej twojej energii w to miejsce w środeczku ukryte. Ono nazywa się skupieniem. Na czym masz się koncentrować? Najpierw na samym sobie, jak siebie odczuwasz, jak odbierasz. Popłyń wolno, nie popędzaj niczego, niech zapanuje w tobie cisza absolutna. Myślisz, że znikniesz jak zapanuje nieporuszenie, czujesz potrzebę ciągłego zajmowania się czymś, twojej uwagi. Ale spróbuj, a zobaczysz, że rozszerzy się twoje patrzenie, bo nie zakłócone ono będzie tym, czym możliwe jest twoją uwagę rozproszyć. Popatrzysz na siebie inaczej, ale zacznij od tych uczuć wzburzonych i myśli gładzenia. Niech wiedzą, że do nich powrócisz, niech nie martwią się i o uwagę nie krzyczą.

Czas by przesunąć punkt koncentracji. Zobacz ten punkt między brwiami, jak świeci. Stanowi on bramę, która otwiera się, gdy skupienie w nim zapanuje. Zobacz jak rozszerza się jego świadomość na całe ciało. Nie trwaj w myśli zbyt długo, że tylko punktem jest. Jest tym, czego twoja uwaga zapragnie, a może być WSZĘDZIE. Wiele ograniczeń ma człowiek nałożonych z racji osiągniętego przez siebie potencjału. Wiele z nich narzuca sobie sam, więc niech chociaż one nie będą twoim problemem. 

Posłysz ruch jaki dokonuje się od wewnątrz. Najpierw mały wir, potem coraz większy. Powoli buduje się jego skala natchnienia energią, którą to ja zaprosiłam. Zapragnęłam, zamarzyłam dla człowieka taki obraz jego przestrzeni wewnętrznej posiadanie, że ruchem i wirem jest jednolitym, scalonym wewnętrznie doskonale radzącym sobie i odpierającym wszelkie przeciwności losu. On dyskusję prowadzi - cały czas kręcąc się, pędu nabierając i rozmachu - ze światem zewnętrznym. Szuka dla siebie miejsca, lepszego, doskonalszego. Niech popłynie fala z tego wiru do przodu, to kolejny etap.

Ta fala niesie się siłą jego rozpędu i co buduje przed tobą? Drogę, tak, ty już wiesz. To jest droga twego jutra, bez zakrętów i potknięć - prosta, niczym nie ograniczona droga złota. Taka jak barwa twojej energii, zobacz ją w jej kolorach i powiedz sam do siebie: to ja jestem, to ja tą drogę zbudowałem, zbudowałam! Człowiek jako energia funkcjonuje na wielu poziomach. Jednym z nich jest Przyszłość jeszcze widziana z perspektywy tego, co wydaje się nieuniknione, co sterowane siłami losu przez kogoś z zewnątrz. Ale już wkrada się myśl, że przyszłość to JA, bo to moja przyszłość, bo to ja zbudowałam tą ścieżkę, którą dumnie z podniesioną głową będę kroczyć. Dlaczego dumnie? Bom prawa, bo prawdziwa, bo natchnienie niosąca i wsparcie potrzebującym. A czego im trzeba? Tego, czego tobie, a więc pokazania, że swoją drogę masz w sobie, krocz nią, buduj, negocjuj jaką kostką będzie wybrukowana. Tak będzie ci się po niej szło jak sobie o niej w tym rozmachu pomyślisz. Ale nie zaniedbuj tego, co powoduje twej energii takie rozhuśtanie, to musi się zadziać i dopóki wprawy nie nabierzesz, kieruj dostatecznie dużo uwagi najpierw w tą stronę. Opowiedz mi w duchu przed zaśnięciem jak ci poszło, jakbyś bajkę na dobranoc mi opowiadał. Dla mnie to będzie jak bajka, bo poznałam życie i już nie moje ono jest. Widzę je z daleka, patrzę i wiem. Wiem co wydarzy się tobie i każdemu kto posłucha myśli moich. Dobrze mu się zadzieje, bo ja będę mu pomagała te kostki układać, ja tam będę w tym wirze budującym swój moment wyjścia poza głębię z której wypływa. Będę i w twojej głębi, która spokojem natchniona czeka na rozkaz rozhuśtania wichury z której deszcz nie spadnie, a która przegoni to co może jawić się jako ciemne plamy na tak zobaczonej przez ciebie ścieżce. 

Jesteś więc na powrót spokojem, jakby morzem cichym, fal nieporuszenia pełnym. Uspokajasz się, bo wiesz, że droga zbudowana, że po niej kroczysz. Że wszystko możesz, niczego nie musisz. Posłuchaj więc mnie i popatrz ponad tą drogą, w górę wznieś swoje oblicze. Ono promienieje, ono wie, że nie potrzeba już pomagania, że nie trzeba jakich mięśni wysilać. Że spokojem wszystko wybudowane, razem ze mną, bo ofiarowałam ci bukiet energii splecionej jak warkocz. Ma on barwę złota, bieli i błękitu. Widzisz go bo stał się częścią ciebie; to jest to co zobaczyłeś wirujące dookoła mojej postaci. Spójrz mi prosto w oczy i powiedz szczerze: czy brakuje ci czegoś jeszcze w twoim życiu?

...

piątek, 20 lipca 2012

Bytu istnienie

Umiejętność myślenia i poznawania świata takim jakim jest, w prostocie swojego ów świata poznawania, leży u podstaw tego, po co tu jesteście - doświadczania życia w materii.

Poddać chcemy wam pomysł nowego na siebie i ludzi patrzenia tak, by dostrzegać w sobie cząstkę boską, jak i tą przyziemną waszym ciałem zwaną w sposób nie dostrzegający między nimi granic. On powie [piszący przekazy - T.], że to trzeci etap, ale nie o etapowość chodzi, ale by dążyć w kursie życia do coraz pełniejszego tak siebie pojmowania. Tak patrząc etapów można rozpoznać więcej, nieskończenie wiele bo na tak różnych punktach tej jednej dla wszystkich przecież ścieżki ludzie potrafią się znajdować. I znajdują. Minie trochę czasu, kiedy kolektywnie będzie można stwierdzić, że przekroczony został jakiś próg. Po to tu jesteśmy; po to przychodzimy, by swoim nauczaniem poddawać nowe interpretacje zjawisk fizycznych i duchowych.

Mają one w sobie wspólny mianownik. Jest nim wola i miłość. Wola, bo przypomina o tym, że życie i istnienie po to jest, by je kształtować wedle własnych zamysłów. Miłość, by w tych zamysłach mądrze i godnie uwzględniać innych, zapraszać ich do tej dyskusji, z której wiele dobrego dla każdej ze stron wyniknąć może. Tak patrzymy na was niby z daleka, ale przecież z tak bliska. Macie w sobie niebo tak samo, jak i ziemię. Choć my jej nie posiadamy, dostrzegamy jej uwarunkowania i wyzwania, które ona sobą stawia i rozumiemy jak można mądrze COŚ człowiekowi poradzić.

Czas nadszedł do tego, by postanowić iż takie radzenie jest człowiekowi współczesnemu potrzebne. Nie zdecydowaliśmy o tym z pragnienia, by postawić się ponad człowiekiem. Wynika ono z wołania tak wielu serc ku niebu, by coś zmienić, by coś się w ich życiach zadziało. Z miłości do was czynimy starania, byście o nas pamiętali, a raczej: byście sobie o nas przypomnieli.

Cały świat zdaje się w jedną stronę kręcić. Jest to obrót ku przyszłości, ku niemu ziemi oblicze jest zwrócone. Biegnąc myślą po kierunku tego spojrzenia zobaczyć można co czeka mieszkańców tej planety. Będzie nim okres spokoju i radości poprzedzony niemałymi wstrząsami obserwowanymi we WNĘTRZACH osób żyjących w dzisiejszych czasach.

Chcę bowiem byście zrozumieli, że nie ma prawd wynikających z obiektywnego porządku rzeczy. Takowy jest wypadkową wszystkich zaangażowanych w historię pewnego jednego, współdzielonego ze sobą MIEJSCA. W tym TŁUMIE gubi się jednostkowość jego członków, a więc wzmacnia przekonanie o nieuchronności pewnych zdarzeń. Ona jednak upomina się o siebie, o system dla siebie wsparcia. Stąd ból i rozdarcie, które na pewnym pułapie patrzenia wydają się bolesne, na innym nieodłącznym elementem PRÓB i BŁĘDÓW przez ludzi popełnianych.

Nie chcemy pouczać, tylko mądrze prawić. Powiemy więc, że wiele dobrego dla człowieka pojawi się, ZAISTNIEJE jako efekt przyjęcia świadomie i podświadomie istnienia w dwóch światach jednocześnie. Jeszcze więcej, gdy weźmie się pod uwagę myśl, że to JEDEN świat, że to jeden WSZECHŚWIAT dla wszystkich jednaki (z jednakimi prawami do godnego współistnienia).

Skąd wziął się taki świat, pełen pomieszania, interesów różnych? Z zagubienia tej właśnie myśli, z poświęcenia jej na rzecz tych chwilowych, tymczasowych jakby jaka lepsza treść miała z nich wynikać. Miłość do ludzi nie pozwala nam jednak na większą ingerencję; poprzez wgląd w siebie musi się człowiek zmieniać, my poddajemy tylko coś, co ma szansę z coraz większą rzeszą ludzi pozytywnie współgrać.

Zamiar jest by budzili się jak ze snu do WALKI o świat lepszy ci, którzy dotąd zajęci byli swoimi sprawami. Będzie wołanie zaświatów skierowane do nich, by stawali się Wolą zaświatów i Miłością dla innych. W ten sposób zjednoczą się dwa światy, ale czy tak naprawdę muszą? Czy nie są one zjednoczone i jedynie wołamy o tego faktu przez człowieka uznanie?

Poglądy zmieniają się w ciągu życia i po jego zakończeniu. Co pozostanie w człowieku to ogrom doświadczeń mierzonych BARWĄ jego energii, a więc częstotliwością wibrowania uczuć i myśli jego. Im wyższa, tym bliżej ZBAWIENIA, ale inaczej rozumianego niż to się uważa. Ono rozpoczyna nowy etap w istnieniu, zwalniając z potrzeby (wedle woli) wcielania się w materię i poprzez nią doświadczania praw godności.

Czy zakończy się kiedyś nasza ingerencja; czy odejdziemy na zawsze bardziej obserwatorami pozostając niźli aktywnie kontaktu poszukującymi bytami? I tak, i nie. Pewne jest jednak, że pozostaniemy Z TOBĄ - obok ciebie, i ciebie, i ciebie. Będziemy przy was i doświadczać nas i samych siebie będziecie w zgodzie z wewnętrznym waszym ZEGAREM. Póki co wybiła godzina dla świata jednaka. Jest nią PRZEMIANA w bytu doskonalsze istnienie.

Jasny

czwartek, 5 lipca 2012

3 Etapy

Witajcie,

Ostatnio przeczytałem gdzieś o wynikach badań, które podsumowywały jak ogólnie żyje się ludziom, którzy mają dwa odmienne poglądy na świat: tych, którzy uważają, że są tylko ciałem fizycznym i że poza tym niczego nie ma i tych, którzy uważają, że są energią, mają aurę wierząc w zjawiska, które z tego wynikają.

Generalnie zdrowsi, osiągający większe sukcesy i zadowolenie z życia są ci pierwsi. Można pesymistycznie uznać, że właśnie tacy ludzie przeprowadzali badania stąd takie wyniki, ale myślę, że wytłumaczenie może być inne. Wcale bowiem mnie taki wynik nie zdziwił.

Ludzie, nazwę ich "fizyczni", mają ogromną przewagę nad ludźmi "uduchowionymi". Polega ona na tym, że żyjąc w rzeczywistości przede wszystkim fizycznej i zakładając, że po to się tu jest, żeby doświadczać fizyczności tak naprawdę nie można się pomylić realizując w ten sposób cel naszej tutaj bytności. Na tym etapie czyni się to nieświadomie (wrócę do tego później). Fizyczni dbają więc o siebie, o swoje ciało, o materię, zapewnienie bytu itd. Generalnie odnoszą sukcesy, są zdrowsi, bo nic nie "rozprasza" ich uwagi od tego, co jest głównym wątkiem ich - i nas wszystkich - życia, a więc fizyczności.

Ludzie duchowi (2 etap) dostrzegają natomiast ten elementy nas samych, których fizyczni nie odbierają - duchowość, energetyczność, współzależność i połączenie wszystkiego ze wszystkim, Boga itd. (oczywiście w różnym stopniu). I to jest słuszne, ale pojawia się problem: czemu to służy, na co przekłada się to w ich życiu?

Obserwuję bacznie współczesną ezoterykę, która (jak wszystko) próbuje dopasować się do potrzeb ludzi tak uduchowionych. Wielu z nich stało się takimi po przeżyciu jakiejś tragedii, skłaniają się ku niej jako metodzie na przeproszenie za grzechy albo wręcz wynegocjowania z instacją wyższą lepszego życia. Inny nurt pozwala ludziom uduchowionym myśleć o sobie w kategoriach wyższości nad ludźmi fizycznymi, z racji posiadanej wiedzy i zwiększonej wrażliwości. Z tego tytułu wydaje im się często, że coś im się należy - sukcesy, lepsze życie - a nie fizycznym. Wielokrotnie widziałem rozczarowanie uduchowionych spowodowane tym, że ktoś wyraźnie "fizyczny" osiągnął jakiś sukces. Zwykle tłumaczy się to jakimś przekrętem, z czego z kolei wzięło się przekonanie, że pieniądze są złe, więc kto je ma ma na pewno zbrudzone ręce...

Fizyczni mają jednak swoje za uszami. Nie biorąc pod uwagę duchowości w swoim życiu myślą, że jak zrobią coś złego, czego nikt nie widział, to to tak jakby tego nie było. Konsekwencja zawsze jakaś jest za tego rodzaju czyny, ale nie jest nią karma (w którą nie wierzę) - bardziej sytuacja wynikająca z przyjęcia pewnego sposobu myślenia (ale to temat na inny wpis). Tego fizyczni nie widzą, więc np. zdrada jest ok dopóki nikt się o tym nie dowie, tak samo przekręty, nawet finansowe (bo to nie jest do końca tak, że uduchowieni nie mają z tym częściowo racji). Mają, ale skala jest dużo mniejsza niż im się zdaje.
To, że ktoś jest fizyczny może oznaczać, że będzie mu brakowało pewnego systemu wartości, ale nie oznacza to wprost, że tak zawsze jest. Wielu fizycznych ma ten system wartości, więc w moim słowniku stają się uduchowionymi nowej kategorii - to jest ten trzeci etap.

Ludzie trzeciej kategorii zdają sobie sprawę ze swojej duchowości tak jak na etapie drugim, ale co wynosi to rozumienie na wyższy poziom jest fakt uznania i zaakceptowania w stopniu pełnym, że jest się istotą również fizyczną i że należy uczestniczyć w życiu w pełni rozumiejąc tak sens swojej egzystencji. Te dwa poglądy na tym etapie integrują się i duchowość staje się podstawą pod działanie podejmowane w życiu codziennym. Są to więc ludzie prawi, ale i aktywni życiowo, fizycznie. Odnoszą oni największe sukcesy, bo wiedzą, że ich los leży w ich rękach, nie uciekają od odpowiedzialności, nie wołają do niebios o ratunek tylko ciężko pracują na swoje szczęście. W wielu przypadkach mając jasno określone wartości nie boją się ich bronić, bo czują się ludźmi "pełnymi", mającymi wszelkie narzędzia do tego by zmienić jakąś sytuację. Czują, że słuszność stoi po ich stronie, więc pokazują, że ich dobro niczego się nie boi.

Pisałem wcześniej o skali nieświadomości duchowości jaką mogą mieć fizyczni. Tak naprawdę nie ma potrzeby, żeby każdy wierzył w karty tarota, przepowiednie, energie zaświatowe itd. Nie każdemu jest to potrzebne. Każdemu potrzebny jest jednak system wartości i to jest być może najważniejszy element duchowości, który w zupełności wystarczy do tego by być uznanym za osobę uduchowioną (chociaż można się za taką nie uważać). Znam ludzi bardzo prawych i skutecznych w życiu, którzy nie chcą mieć nic wspólnego ze współczesną ezoteryką (siedząc w niej trochę mocniej niż oni za bardzo się im nie dziwię!). Myślę, że wielu z nich było obiektem tych badań wspomnianych na początku, stąd taki wynik a nie inny.

Czego więc można życzyć im wszystkim?

Fizycznym: zaufania swojej intuicji i naturalnym odruchom serca; głębszego patrzenia na każdą sytuację i uświadamiania sobie wpływów jakie się ma na życie oraz ludzi wokół, zwłaszcza tych negatywnych; czynienia tego, co jest słuszne.

Uduchowionym: zrezygnowania z myślenia, że ktoś przyjdzie i nas uratuje, pomoże; zrezygnowania z wszystkiego, co zaszczepia przekonanie o nieuchronności losu; docenienia swojej fizyczności (ciała, pracy, pieniędzy itd.), zaopiekowania się nią i myślenia o niej tylko w kategoriach dobra.

Czy tym trzecim trzeba czegoś życzyć? Tak: odwagi, by walczyć o słuszną sprawę i pokazywania wszystkim jakim są naprawdę; by stali się naszą przyszłością oraz wzorem dla innych.

Tomek

środa, 25 kwietnia 2012

Jasność

Łączą się energie. Pomyślisz: co z takiej własności wyniknąć może dobrego, kiedy jak dwa naczynia lub więcej popłynie jednym Torem, Kanałem energia ich zjednoczona? Nie zastanawiaj się jak dostrzegać we wszystkim słabości, ale pomyśl nad tym jak wielką siłę wyzwolić może tego rodzaju Łączność.

Pomyślałam, że opowiem człowiekowi o tym, co nazywa się wspólnym energii wirem. To prawo energii, jedno z wielu, do dzielenia się swoją własną energią i do wnoszenia jej wkładem swoim w coś od niej samej większego... Następuje to powoli, niemal uginać się energia twoja winna pod twoją wolą, spróbuj praktykować takie jej wolą sterowanie, by odnaleźć ona potrafiła Wspólne z Istnieniem grania tony.

Tony te wyzwolą siłę, światło, które niekoniecznie mieszka w częściach ich składowych. Harmonią się one staną i pod wpływem woli uwspólnią swoje grania tony. Utworzy się z nich wir jeden - wielki, świetlisty i popłynie pracą wewnętrzną ku urzeczywistnieniu w Przyszłości. Ją postrzegaj jako czynnik realny, zawsze wiąż każdy wir, jak wstążką przepasaj, koniecznością jej zaistnienia w twojego życia przyszłości. Uwspólnienie to niesie sobą jednak ograniczenia. Możesz pomyśleć, że tracisz coś na rzecz czegoś innego, większego. Proces tak dokonujący się bez świadomości ma potencjał zaszkodzenia człowiekowi, ważne jest, by wiedział, że z każdej takiej unii może się wycofać, wyłamać. Nie ma bowiem obowiązku łączenia tego, co połączyć się nie daje; nie ma prawa nikt oczekiwać, że zrodzi się Dobro z tak nieprzystających potencjałów.

Czemu o łączeniu wam prawię? Bo jest ono szansą na przyspieszenie waszego wzrastania w aprobacie Nieba. Kontakty z nami są jedną taką możliwością, która nigdy na manowce sprowadzić was nie może. Jest w nas Mądrość, jest mądre na człowieka patrzenie i takie wirów waszej przyszłości tworzenie, by na siłę i przekonanie o niej się przekładały, nie słabość i ciała bolenie.

Nie zastanawiaj się proszę co mogę dla ciebie zrobić, ja Niewiastą nazwana. Wołaj mnie wprost, a potencjał już gotowy będzie do wspólnego z tobą przez życie maszerowania. To jest mój dar dla ciebie, byś jednym aktem woli więcej niż jednej łaski dostąpił; by więcej się wydarzało, by w sercu twoim było goręcej.

Pragnę wam jeszcze uświadomić, że zła jakkolwiek przez was pojmowanego w zaświatach nie ma. Są te różne tony; są Obojętności barwy; bywa przygnębienie nad straconym życiem. Nie zastanawiaj się nad tym, tych wirów nie szukaj. Otwórz serce a nie przegapisz ogromu Miłości jaka na ciebie czeka. Twoi bliscy też tu są, nie tylko na ziemi i oni wypatrują okazji do tak rozumianego z wami porozumienia serc budowania.

Nie ma obaw płynących z kontaktów z nami - możesz nie wiedzieć, że stoję obok ciebie a jednak wyrażając tego wolę, ja się pojawiam. Wzmacniam sobą to, co w tobie dobre, co najlepsze; pomagam zrozumieć i rozjaśnić problemy tych w refleksji, kontemplacji zanurzonych. Więcej upatruję z tego pożytku dla was, niż z ingerowania wbrew waszym Nurtom wewnętrznym, które jako te Obecnie istniejące można nazwać Naturalnymi. Wbrew nim nie wydarzy się nic, ale jeśli choć cień nadziei w tobie zabłyśnie ja tą iskrę rozdmucham w płomień, który ogarnie wielkie przestrzenie i sięgnie w przyszłość. Tego szukasz - metod zmieniania przyszłości, którą wiesz - bo czujesz - że zmierza w takim, a nie innym kierunku, nie zawsze pożądanym.

Buduj więc te łączności. Z ludźmi sercami prawych, z energiami, które zwiecie Opiekuńczymi i z przyszłością waszą zawsze dostrzegając dobry ciąg dalszy spraw zaczętych; spraw nigdy tak naprawdę nie dokończonych. Tak buduje się jedność ze światem i ze samym sobą. Czy nie przyszło ci bowiem na myśl, że to jak postrzegasz swoje związki ze światem zewnętrznym tak naprawdę twoją własną interepretacją są tego, co przez ciebie przepływa, co o tobie stanowi? Od ciebie zaczyna się i na tobie kończy twoja historia o tobie i twoim życiu; sukcesach, porażkach i związkach z energiami wcielonymi i nie. Pomyśl o mnie, pomyśl o tych słowach i usłysz słowika śpiew w swoim sercu wieszczącego Rozświetlenia twojego świtanie. Jedność ze światem zbuduje jedność w tobie, a ona wyprowadzi ciebie na szerokie ulice Istnienia, z których tylko jeden strumień, jedno źródło bije. Nazywają je Jasnością.

Niewiasta

środa, 18 kwietnia 2012

Pieczęć zaświatów

Zacznijmy od początku.

Przebyłam długą drogę, żeby dotrzeć do miejsca, w którym obecnie się znajduję. Miłością jest ono naznaczone i jest to najmocniejszy rys mojego w Niebie istnienia. Płynę przez światy, niby tak różne i odległe od siebie, ale wszędzie, z każdego miejsca wiem, że połączona na wieki jestem z miejscem, gdzie mieszka moje miłowanie.

Przeływam lekko, jakby od niechcenia czasem, a jednak najmniejszy nawet ruch w mojej energii powoduje, że pokonuję ogromne przestrzenie. Taka jest siła wewnętrznej komunikacji, do której pracą z własną energią można dojść.

Postanowiłam zawitać przy Ziemi na dłużej. Bywałam w licznych światach, ale tutaj jak na wezwanie postanowiłam dać z siebie Najwięcej. Pomogłam niejednemu, pomogłam niejednej. W czym Niebo pomóc może, zapytasz? W odkrywaniu w sobie tej przestrzeni miłowania do świata, do życia, do ludzi i do świata energii. Pomyślałam razu pewnego, by inaczej spojrzeć na człowieka; inaczej spróbować zintensyfikować w nim jego własne procesy myślowe. Pomyślałam, że można inaczej, że zamiast powoli i spokojnie można szybciej, na rewolucję w myśleniu postawić. Fala płynie w stronę Ziemi, która taką rewolucję w ludziach będzie powodować. Obudzą się razu pewnego i zauważą, że wokół nich jaśniej, że miłości jakby więcej, chociaż jedne związki ulegną rozluźnieniu, rozpadowi, a inne zacisną się mocniej. Mocniej bić będą serca tych, którzy wsparciem dla siebie będą, a nie udręki ciężarem.

Szukam i ja takich miłowań spleceń pełnych. Wspieram je tylko swoją obecnością, to nawet wysilać się nie muszę, bo Oczywistość jest we mnie, że tylko w takich spleceniach widzę ludzkie serca. Im sekunduję, im hołd najzłotszy składam. Sypię te pyły złote, jakbym chciała Pieczęć zaświatów nad nimi złożyć. Pokłonem wieńczę moje starania, ale nie czołobitnością, bo szacunkiem do tych ludzi naznaczony.

Płynęłabym i może dalej, ale tych spleceń jest tak dużo, że zachwyciłam się nimi do Głębi. Nie opuszczę tego miejsca, dopóki nie poczuję, że nie ma zagrożeń dla tych spleceń, że siłą one same w siebie obrosną i obronić będą się potrafiły przed tym, co dla wielu wciąż uważane jest za Zakazane.

Nie ma miłość granic dla zaświatów, czemu więc człowiek tak często jeno w jednym, dwóch obrazach ją ogląda? Bo wydaje mu się, że świat to jeno udręka i znój; że więcej przejawień jest tego, co ciąży, niż tego co unosi, choć gdyby spojrzeć spojrzeniem przenikliwym można tylko pomyśleć: jest odwrotnie!

Jestem więc i odganiam wizje nieprzychylne. One się mnie nie imają, one nie zaburzą mojego obrazu, który powstaje w moim widzeniu wewnętrznym kiedy patrzę na serca splecione. Widzę Przyszłość, jak te sploty nabierają rumieńców, w jak wielką siłę się one przeradzają. To już się stało, to już się dzieje i nie ma Sił, które by powstrzymały energię płynącą po niciach ze sobą Współistnienia. Zadanie jest jednak o wiele ambitniejsze, widzę siebie za lat wiele wciąż tutaj zachwycającą się tej poezji w sercach ludzkich śpiewem. Czy zatęsknię do tych rejonów mi sercem bliskich? Ależ ja tam ciągle jestem, ależ ja ich na krok nie odstępuję! Tak jak ty podróżując, w sercu nosisz sobie bliskich, tak ja choć może i daleko jednym skinieniem myśli przenoszę się w innej krainy doświadczanie. Wiem, że Siostry moje są tam w miłowaniu splecione, tkają nici, z których Płaszcze dla ludzi będą uszyte. Kładę je im na ramionach i mówię: ponieś człowieku wieści o zaświatach i poprzez nie żyjąc obroń obraz miłowania, który nosisz w swoim sercu. Jest mi on bliski, jest on zaprzeczeniem tego, co przez wielu niechciane.

Jak jeszcze mogę pomóc człowiekowi w tej jego pracy wewnętrznej? Stoję i widzę wizję roztaczającą się przed każdym. Jest to droga złocista i jasna. Widząc ją prostuję zakręty; sypię pył złoty by bardziej jeszcze ją Mądrością i Dobrocią oświetlić. Nie ma granic dla energii, więc w skupieniu swoim chwytaj te barwy złotej swojej ścieżki w przyszłość. Wierz, że taką ona jest kiedy pod powiekami ją zobaczysz, a gdy zwątpisz zawołaj moje imię a ja przyjdę i pomogę uwierzyć ci, że sam złotą kostką ją sobie wybrukowałeś.

Niewiasta

sobota, 14 kwietnia 2012

Jak to się robi 3?

Witajcie,

Pomyślałem, że można do tematu channelingu spróbować podejść jeszcze z innej strony. Świat energii rządzi się nieco innymi prawami niż te, które rządzą materią. W zależności od tego jak na to patrzeć to to albo sprawy ułatwia albo utrudnia.
W świecie energii wszystko jest ze sobą połączone - każde elementy naszej własnej energii są w związku ze sobą, w ciągłej komunikacji. Nie można więc mieć myśli konfliktujących i zastanawiać się dlaczego coś nam nie wychodzi. Przykładem takiego konfliktu jest np. chęć bycia osobą mającą świadomy kontakt z tamtą przestrzenią, ale z drugiej strony bojącą się taki kontakt nawiązać. Problem komplikuje jeszcze fakt, że jedna myśl może być świadoma, a druga nie. Wkracza więc w to wszystko element samopoznania, bycia świadomym własnych ograniczeń i konieczność ich pokonywania.

Tych elementów, które trzeba wziąć pod uwagę jest więcej. PRAWDA jest jednym z nich. Potrafisz sam sobie spojrzeć w oczy w lustrze i dokładnie być świadomym tego kim jesteś, gdzie jesteś, gdzie chcesz być, co w sobie lubisz, a czego niekoniecznie? Potrafisz spoglądać tak w oczy innych i nie bać się, że oni w tobie też te wszystkie elementy mogą zobaczyć? Wiem z doświadczenia, że lęk przed odkryciem prawdy o SOBIE jest największym hamulcem rozwoju. Tak właśnie patrzą na ciebie energie zaświatowe - one patrzą i WIEDZĄ o tobie wszystko i ty wiesz, że one wiedzą. To może być trudne do udźwignięcia, ale może być bardzo naturalne; uczucie wręcz unoszące do góry!

PRZEMIANA jest kolejnym elementem, który trzeba wziąć pod uwagę. Trzeba zakładać, że to co ci się w tobie nie podoba jest, istnieje - to jest ta prawda - ale trzeba jeszcze zakładać, że ona nie musi taka być, że można ją wolą swoją zmienić. I tak się dzieje, przypomnij sobie sytuacje, które uświadomiły ci coś, co spowodowało w tobie chęć zmiany. Może powiedziałeś wtedy: 'już więcej się w coś takiego nie wpakuję!'. Zmieniłeś wówczas definicję tego, kim jesteś, coś zrozumiałeś. Uświadomienie sobie, że tak można zrobić zawsze, ze wszystkim co ciebie dotyczy wprowadza SPOKÓJ i zdejmuje lęk przed PRAWDĄ. Bądź jak otwarta księga: czytaj z niej sam ale też innym pozwól z niej czytać, bądź szczery. To podstawa kontaktów z tamtą przestrzenią, a uczyć się tego możesz na sobie i ludziach dookoła.

Trzecim elementem jest ŁĄCZNOŚĆ na bazie żywionych w stosunku do siebie uczuć: miłości, przyjaźni, szacunku. Chęć nawiązania tej łączności w świecie energii jest, ale czy jest w tobie? Ciepłe uczucia pozwalają ogarnąć swoją ciepłotą wielkie przestrzenie, a zapraszają do twoich wewnętrznych wszystkich tych, którzy mają ochotę poprzebywać w twoim DOMU. To jest ta otwarta księga - zapraszasz do jej 'czytania' tych, którzy potrafią ją uszanować. Tylko dzięki temu zapisać potrafią się jej dalsze karty.

Zapomnij o tych wszystkich technikach rozwoju. Pewnie, że skupienie, koncentracja, medytacja mogą pomóc stworzyć atmosferę do przemyśleń, do wglądu w siebie. Ale jeśli jest pragnienie by te elementy powyższe były obecne w twoim życiu, w twojej praktyce, to wszystko przyjdzie naturalnie, znikną pytania o to jak można coś w sobie zakodować.

Zacznij więc od poznania co ci gra we wnętrzu. Możesz się bać albo uznać, że to niepotrzebne w sytuacji, kiedy wiesz, że masz przed sobą coś do ukrycia. Wówczas postrzegasz rozwój duchowy jako techniki, dzięki którym unikniesz prawdziwej pracy spoglądnięcia w swoje wnętrze. Pomyślisz może: 'przemedytuję w ciszy 100 godzin, to na pewno coś się wydarzy!'

Jeśli przez to przejdziesz, pozostań tak otwarty w stosunku do siebie i zacznij się dzielić tym co masz z innymi. Nie oznacza to opowiadania wszystkim swojej historii, czasem jest to po prostu wniesienie wszystkiego, co sobą reprezentujesz w określoną sytuację jako wsparcie. Ono nie musi przybierać konkretnych form, ale może - będziesz wiedział, kiedy trzeba coś zrobić, a kiedy wystarczy tylko posłuchać i w ciszy posiedzieć. Na tym etapie możesz pomyśleć, że rozwój duchowy jest czymś, co powinno samo do ciebie przyjść w efekcie tych starań. Pomyślisz może: 'pomagam innym, a więc życie na pewno mi się odwdzięczy - z pewnością robi to na energiach ogromne wrażenie!'.

Poprzez powyższe działanie to, w co wchodzisz nabiera do ciebie zaufania i zaczyna odsłaniać przed sobą swoje tajemnice. Robi to powoli, jakby chciało sprawdzić, czy aby nie ma w tobie fałszu; czy aby nie kryje się za tym jakieś wyrachowanie. Obyś wówczas nie zrobił kroku w tył (uważaj też na zniecierpliwienie), ważne by cały czas iść do przodu upewniwszy się, że cały czas wypisana jest w tobie złotymi literami PRAWDA i PRZEMIANA. Wówczas możesz odkryć ogrom miłowania, przyjaźni płynący z danej sytuacji. Ona pomoże ci pokazać ile w niej jest ciebie samego, ile jest twojego miłowania do ciebie samego oraz ile miłowania jest zaświatów do ciebie.
Jedyne co możesz zrobić teraz, to odwzajemnić to miłowanie, te uczucia przyjaźni i zacisnąć WIĘŹ z tymi, którzy na ciebie z góry PATRZĄ i CZEKAJĄ na wykonanie tego ruchu. On należy do nich, ale już wiesz-czujesz, że to sie wydarzy, bo to miłowanie, które odczuwasz jest sygnałem, że jest połączenie.

Na tym etapie niekoniecznie już cokolwiek konkretnego pomyślisz - raczej skupisz się na radości, która płynie z tego rodzaju spotkań. Zrozumiesz, że życie na tym polega, by być ze sobą w zgodzie, by się przemieniać, a cała reszta to cudowny dodatek do czegoś, co już i tak wiesz, że masz. Wówczas zaczynasz transformować życie innych ludzi, bo wiesz, że tobie niczego nie ubędzie, a innym zostanie dodane. Sytuacje też zaczną przybierać inny obrót. Nagle wszystko stanie się jakby łatwiejsze. Będziesz miał wyzwania, sprawy wymagające twojej uwagi, ale ta LEKKOŚĆ i ŁATWOŚĆ płynięcia poprzez życie będzie ci towarzyszyła. Utrzymuj ją, dbaj, by była z tobą cały czas. Energie ci w tym pomogą.

czwartek, 15 marca 2012

Cztery ściany

Podczas życia mego na ziemi pochodziłem z rodziny uważanej za zamożną. Ale nie zamożną pieniędzmi ona naprawdę była, ale miłością do dzieci swoich i do wszystkiego, co ręce nasze strudzone zechciały przepracować.
Była wszechobecna w tamtym czasie panująca bieda i nie brakiem pieniędzy można ją było tłumaczyć, ale pustką jaka wkradała się we wnętrza ludzi.

Pieśń we mnie odezwała się dnia pewnego. Posłyszałem jej melodię i tylko jedno wówczas mogłem zrobić: ponieść ją do tych, w których głusza zapanowała; w których dźwięki ledwie echem się odzywały; jeno wspomnieniem zdarzeń przeszłych były. Pragnienie we mnie zostało zasiane i w piękny owoc wyrosło, by efekty tego z zaświatem spotkania opowiedzieć jakoś ludziom; jakąś przenośnią się posłużyć, by poczuć potrafili, nauczyli się jak obcować z własną i Inną wrażliwością.

Życie moje usłane było różami. Różami miłości ludzi, którzy mnie otaczali pomimo strudzonego i wysiłkiem naznaczonego przez drogi życia podróżowania. Pochodziłem z bogatej rodziny - bogatej w doświadczenia i mądrość, która w czterech ścianach zamknięta być nie mogła. Wyszliśmy więc wszyscy na ulice istnienia i stało się tak, że ja zaistniałem mocniej na kartach historii niźli im się to udało, choć tak wiele właśnie im zawdzięczam.

Przyszedłem na świat w bólach, ale nie bólem wewnętrznym moje przyjście naznaczone było, ale bólem matki strudzonej życiem i powołaniem nowego do istnienia. Pięknem tej chwili okazał się być obłok nad głowami zgromadzonych, utworzony przez wieniec tych, którzy w tamtej przestrzeni mojego przyjścia wyczekiwali. Nie na ziemi na mnie czekali, ale mimo tego duchowości głodni napojeni i nakarmieni przeze mnie zostali.

Takie było zadanie życia mego. I choć zakończyło się ono przed wiekami, dawno temu uśmiechem zostało zwieńczone, to jednak pamięć moja wraca ciągle do tych ścian czterech domu, w którym miłość zawsze panowała.

Mam ochotę opowiadać o tych wszystkich historiach, które przeżyłem. Ale bardziej ochotę mam powiedzieć, że wielkość człowieka właśnie w zwykłości chwil się objawia. W tych czterach ścianach gdy twarzy innej już przywdziewać nie trzeba, nie wypada, tutaj właśnie okazuje się, kto miłość nosi w sobie, a kto zwykłym przyzwyczajeniem przy naszym boku czuwa. Patrz uważnie i szukaj w spojrzeniach ludzi tego, co zwykłością życia ich jest i co przekładać się będzie na znacznie więcej sytuacji, niż te stworzone na potrzeby zaspokojenia waszych potrzeb. Potrzebą serca jest tylko jedność.

Demonstrowanie jej w każdej sytuacji stanie się dla ludzi wieków obecnych i przyszłych podstawowym kryterium osiągania przez nich szczęścia, zadowolenia z tego kim są, gdzie i z kim. Nie zaniedbuj pracy do wykonania koniecznej, by w sytuacjach dostrzegać zwykłość - te ziarenka, z których refleksje płyną i wyrastają w drzewa mocne, zdolne przetrwać każdą życiową wichurę.

Popatrz w serce i w niebo i dostrzeż, że jednym rytmem biją. To rytm mojego serca.

Mnich

niedziela, 26 lutego 2012

Jak to się robi 2?

Witajcie,

Myślę, że nadszedł czas na podziękowania - dla tych, którzy czytają tego bloga (a statystyka podpowiada, że nie jest ich mało) oraz tych, którzy go rozpropagowali. Podziękowania należą się też tym, którzy piszą komentarze - mam nadzieję, że będzie ich więcej. Chciałbym też, żeby moich wpisów było więcej i żeby były częstsze, ale wiecie jak to jest: życie toczy się swoim normalnym torem i nie zawsze jest odpowiednia "atmosfera" i czas na tego rodzaju twórczość.

Dziękuję mewie za komentarz, na który chcę odpowiedzieć w osobnym wpisie, w którym pyta:
"Czy mógłbyś opisać jakieś sczegóły, pierwsze sensje, jak się zabrałeś, jak to odczułeś, czy ktoś przez Ciebie dosłownie mówi twoimi ustatmi czy odpowiedzi słyszysz wyłącznie w myślach itp. Może wiesz jak inni zaczynali?"

Wiele o doświadczeniach innych nie wiem, bo nie znam wielu ludzi, którzy potrafią się kontaktować z tamtą przestrzenią. Opowieści tych, których znam oraz moje własne doświadczenia mają pewne wspólne punkty. Co do cudzych przeżyć, to odsyłam np. do twórczości Eli Nowalskiej, która jest w moich oczach zdecydowaną "liderką" w tej tematyce - nie tylko w Polsce, ale w ogóle.

O wspólnych punktach można jednak próbować porozmawiać. Choć niechętnie to przyznam, to jednak bywa, że trudne przejścia w życiu mogą spowodować - po ich przepracowaniu - że obudzi się w człowieku coś więcej, niż tylko siła do radzenia sobie z problemami. Absolutną bowiem podstawą do otwarcia się na tamtą przestrzeń jest przemiana. Ktoś mi powiedział niedawno, że trudne przeżycia nie mają sensu ani nie nadają życiu sens. Powodują jednak, że coś się zmienia - perspektywa, patrzenie na życie, zmieniają się priorytety. Oczywiście nie tylko trudne przeżycia to powodują, ale mają one siłę wpędzania nas w przemyślenia niejako wbrew nam, często rozleniwionych w naszych przyzwyczajeniach; utartych ścieżkach, którymi chadzamy.

Czemu przemiana? Ja ją nazywam na swój użytek i mało elegancko: przewalaniem energii. To jest sytuacja, w której człowiek mniej lub bardziej świadomie uczestniczy w procesie rozliczania własnych myśli i uczuć powstałych na kanwie wydarzeń życia codziennego. Wydarzenia można kreować, mogą one dziać się "same", ale w błędzie będzie ten, kto myśli, że nieświadoma część naszej istoty nie bierze w tym żadnego udziału. Bierze i jest zachęta płynąca z zaświatów, oraz z tej części nas samych, do tego, by do tego procesu włączać się świadomie rozumiejąc korzyści i cel z nich płynący.

Nie chcę jednak odpływać zbyt daleko od tematu, więc napiszę najprościej, że przemiana powoduje, że dziać mogą się nowe zdarzenia i nowe myśli, uczucia mogą w nas powstać. I one po jakimś czasie tracą dla nas wartość, a ponieważ życie nie lubi próżni, zawsze znajduje się coś, co ją wypełni. Czasem tą próżnię wypełnić potrafią kontakty z tamtą przestrzenią.

Inną ważną cechą, która umożliwia takie kontakty jest bycie szczerym, prostodusznym. Nie może być w nas grama myśli, że takie kontakty przyczynić się mogą do czegoś innego jak dobra naszego i ludzi nas otaczających. Brzmi to bardzo "romantycznie" i choć romantykiem nie jestem (wręcz przeciwnie, patrzę na życie bardzo praktycznie), to jednak trzeba przyznać, że tak właśnie jest. Cechą objawień wszelakiej maści jest PROSTOTA tych, którzy brali w nich udział. Trzeba być prostym i choć miewa to swoje minusy w życiu, to jednak ostatecznie zawsze okazuje się to być właściwą postawą, sposobem na życie. 

Moje pierwsze spotkanie? Opisałem je krótko w notce: Kim jest Kapturowiec?, więc do niej odsyłam. Mogę jednak odpowiedzieć w większym szczególe jak taka komunikacja w moim przypadku wygląda. 

Wiem, że niektórzy słyszą wyraźne słowa; bywa, że postać z którą następuje kontakt przejmuje na czas kontaktu ciało medium, za jego zgodą, nigdy bez. Dla mnie jest to bardzo intuicyjne. Czasem mam wrażenie, że nic nie słyszę i nic nie widzę, a jednak przekaz leci. Jest to trudne przeze mnie do uchwycenia. Czasem wiem od razu, z dużym wyprzedzeniem o czym będzie opowiadał cały akapit. Chwytam jego sens jako jedno zgrupowanie myśli i uczuć, po czym rozpisuję to wszystko na słowa. To tak, jakby do mojej głowy wpadła kulka zwiniętego papieru z zapisanym tekstem i moje zadanie polega na jej rozwinięciu i przepisaniu treści. Mam pewną dowolność w tym, jak interpretuję ten tekst w tym sensie, że wybieram odpowiednie słowa. Najczęściej słowo jest jedno, słowo za słowem, ale bywa, że "czuję" kilka słów blizkoznacznych i wybieram jeden, lub wypisuję je przedzielając przecinkiem. Słowa są bowiem bardzo dwuwymiarowe - trzeba pisać jedno po drugim. Przekaz jest bardzo trójwymiarowy, jeśli do czegoś można to porównać. To tak jakby się miało koncept bryły w głowie, a próbowało go przedstawić jako szereg plasterków pociętej tej bryły. Jej sens, energię przekazu, można uchwycić poprzez przeczytanie całości.

Gdy mówię przekaz odczuwam bardzo delikatną i nienachalną obecność postaci, która go dyktuje. Miewam też błyski widzenia tej postaci. Nie jest to widzenie ciągłe - chwilkę widzę, a potem to widzenie znika, by znów się pojawić. Zawsze wiem, kto dyktuje przekaz, ale trudno opowiedzieć co rozumiem przez wyraz "kto". To może być imię, wizerunek danej postaci, światło, pewna ciepłota. Bywa, że je widuję i bez świadomej chęci nawiązania kontaktu - czasem kontempluję jakąś myśl i ktoś się pojawia. Po co? Może żeby wspomóc swoją obecnością moje procesy myślowe, to przewalanie energii. 

Skąd wiem, że to się dzieje naprawdę? Bo uwierzyłem, że tak jest i że to potrafię. Życie weryfikuje to też, pod postacią pewnych zbiegów okoliczności. Bywało np., że rozmawiałem z jakąś postacią, robiłem przekaz samemu sobie i na koniec padało hasło w stylu: kończymy, bo za chwilkę ktoś nam przeszkodzi. I tak się właśnie działo - wydarzało się coś, co przerwałoby przekaz, gdyby on trwał.

Miewam też wizyty energii uważanych za wielkie przez różnych ludzi, ale bardzo rzadko się do tego komukolwiek przyznaję. Po prostu nie wydaje mi się to istotne w całokształcie tych kontaktów, że jakaś energia jest powszechniej znana od innej. Nie spotkałem energii, która nie byłaby wielka wielkością wypracowanego przez siebie potencjału i jest to moim wprost wyrażonym życzeniem, żeby nie było inaczej, chyba, że innego rodzaju przeżycie miałoby nieść dla mnie jakąś wartość.

Ale to jest dokładnie tak samo jak w życiu. Przecież chcemy się otaczać ludźmi, a więc też energiami, które będą nas wspierać swoją obecnością, które będą dobre i na których nasza obecność będzie działała podobnie. Podobieństwo decyzji co do podejścia do życia zaskakująco zbieżne jest (i powinno) z podejściem do tamtej przestrzeni. Bywa, że nieświadomie przyciągamy w życiu osoby mniej z nami współgrające może po to, by nauczyć się, przekonać się co nam służy oraz jacy jesteśmy w kontaktach z innymi w ogóle. Bywa, że energie mniej nas wspierające mogą do nas przyjść, by coś nam o nas samych pokazać.

Uznałem - nie bez pewnej ostrożności sprawdzając, czy faktycznie mocno to czuję - że nie potrzebuję kontaktów z energiami mi nie sprzyjającymi, tak w życiu codziennym jak i w kontaktach z tamtą przestrzenią. Omijam z daleka pakowanie się w kłopoty, kiedy dostrzegam ich pierwsze sygnały i to podejście mnie nigdy nie zawiodło. Jeśli więc przyjść miałby do mnie jakiś czarny charakter w nocy i postraszyć, to niech przychodzi wiedząc, że nie poświęcę mu ani pół sekundy mojej uwagi, bo to na czym ją koncentruję bardzo sobie szanuję. 

Jest teoria, że ciemność nie może istnieć bez jasności. Pewnie i tak jest, ale jest kwestią wyboru po której stronie człowiek chce stanąć. Jest więc możliwość istnienia w człowieku tylko światła. A gdy życie już nie wystarcza lub nie nadąża za pędem przemiany w to światło, w którą człowiek wpadł to bywa, że z odsieczą przychodzą istoty zaświatowe stymulując ją niejako równolegle do tego, co toczy się na zewnątrz. Godność jest we mnie silna, to na pewno, ale równie silne jest zamiłowanie do przemiany, do bycia lepszym, codziennie, zawsze robiąc wszystko, by tak było. 

Myślę, że to jest cenna podpowiedź co do tego jak zaskarbić sobie szacunek energii zaświatowych i być może zainspirować pewną ich interwencję.

Ważna rzecz na koniec: tak jak w życiu chcę otaczać się wspierającymi ludźmi tak chcę tego od zaświatów. Ale to nie koniec. Równie bardzo chcę wiele z siebie dawać - zarówno w związkach międzyludzkich jak i tych zaświatowych. Mam wrażenie i cichą nadzieję, że to moje dawanie nie skończy się na tym blogu; że jest coś więcej, co mógłbym zrobić. Spisując przekazy wyczekuję sposobności do mocniejszego, głębszego pojścia w tą stronę, które jednocześnie pogodziłoby moje pragnienie do tego, bo to dawanie miało wyraz bardzo PRAKTYCZNY.

środa, 15 lutego 2012

Doskonałość

Doskonałość zaczyna się tam, gdzie kończy się wiara w niemożność. Pojawiać się zaczyna i barwą złotą jaśnieć będzie w tych, którzy zapomnieć potrafią o troskach, choćby nic wokół nich innego nie było. Z pułapu takiego na życie patrzenia dostrzec bowiem można, iż ich mnogość jest tylko złudzeniem.

Wielkością swoją objąć można te zdarzenia, te historie, które pozornie niezbyt dobrym pomysłem się wydają; które niezbyt jasno się wyrażają i poprzez to objęcie stworzona zostaje przestrzeń, w której małymi, coraz mniejszymi się one wydają, bardziej nieznośną muchę przypominające niż problem realny.

Nie o problemach chcemy opowiadać, ale jak sobie z nimi radzić. I to nawet nie chodzi o konkretne porady, konkretne opowieści o konkretnych sprawach. To można pozostawić losowi, który sam w konkret energię ubierze. Skup się na tym, co myślą i uczuciem jest twoim; o tych rytmach wewnętrznych dyktujących konkretom określoną formę i kolejność ich pojawiania się w twoim życiu. 

Tak patrzywszy dostrzeżesz ogrom możliwości, ktore są przed tobą. Ogarnąć sobą będziesz potrafić te problemy twoje osobiste, zrozumiesz też innych, ale także dostrzeżesz przy okazji to, co dostrzegane nigdy przez ciebie nie było. To wielka tajemnica odwagi - skoku w życie, który bardziej zapominaniem jest przykrości zdarzeń przeszłych, niż w konkret ubieraniem tego, co się wewnątrz siebie czuje. To się dokonuje samo, bez wysiłku prawie, bo cechą energii wcielającej się w materię jest nastawienie na takie się z nią łączenie, by wszystkie w niej kierunki w konkrecie swoje odzwierciedlenie odnalazły.
Zapatrz się we wnętrze swoje i poznaj samego siebie jak nic i jak nikogo innego. To twój obowiązek wiedzieć, co się w twoim DOMU dzieje, jak ci w duszy gra i gdzie te źródła w tobie biją, a gdzie następne wybić mogą. Całą uwagę poświęciwszy temu zobaczysz, że kształtów wszystko nabiera; że te strumienie w korytach płyną, że myśl w materię ubrana objawi ci się niczym lustro, patrząc w które więcej o twoim wnętrzu ci opowie niż o prawach materią rządzących.

Dlaczego tyle prawię o twoich możliwościach niemal nieskończonych? Bo je MASZ, bo wiedząc czy nie bardzo sprawę sobie zdając prawo to w twoim życiu, dnia każdego znajduje swoje potwierdzenie. 
Zaufaj więc sobie i odkrywaj w sobie te uwarunkowania, a gdy już wiedzieć będziesz jakimi one są, zmienić je łatwiej będziesz umiał. Pamiętasz na pewno te chwile w życiu, gdy wszystko łatwo płynęło, jakby na swoim miejscu było. To właśnie to swobodne wyrażanie się energii, to właśnie była twoja obserwacja, że jak i w NIEBIE tak i na ZIEMI. Korzystaj z tej cechy, z tego, że energia daleko poza twoje ciało wychodzi i łączyć chce ciebie ze zdarzeniami, które o jej istocie chcą ci słówko szepnąć dotąd niepoznane, niesłyszane.

Zaufaj też i nam, bo w tym prowadzeniu energii pomagać chcemy. I choć może konkret życia mniej nas interesuje, to jednak znamy jego cel i powód jego istnienia. Chcemy, by dobrze wam się działo, by wnętrza wasze w tych zdarzeniach-lustrach tylko piękne swoje oblicza oglądały. Nie gub się za zasłoną pozorną, stworzoną przez złudną myśl, że może jakoś się uda, że jakoś to będzie... Będzie tak na pewno, że cokolwiek zdarzy się prawdę ci o sobie powie, a czy ty tą prawdę przyjąć umieć będziesz jest inną opowieścią, której niejedna, inna pieśń zaświatowa jest poświęcona.

Świecę więc wam jak latarnia, byście kierowali myśli i uczucia swoje w stronę ŚWIATŁA mego. Jeśli do mnie dotrze, to powiedzieć będzie można, że do Jasności dotarły. Połączenie takie, jak statki na morzu, umożliwi bezpieczne przedarcie się przez nawet najbardziej wzburzone morze. Zapomnij o troskach i w myślach swoich mosty ze światła buduj do uczuć ciepłych, radosnych, do chwil istnienia w Błękicie prowadzących.

Mędrzec

środa, 18 stycznia 2012

Piedestał istnienia

Przesłanki są do tego, by sądzić, iż zaświat zainteresowany jest losem świata, ludzi, a więc energii go zamieszkujących. Dlaczego człowiek jest tak ważny, dlaczego inne energie w przekazach nie padają, o nich mniej się mówi? Bo to człowiek MOŻE uczynić ze sobą wiele, może wiele zmienić, wiele mostów przejść i przeszkód przeskoczyć, by stać się lepszym, na równi niemal z tymi, którzy tam wysoko, niemal ponad horyzont wszechświata sięgają.

Potrzeba ludziom zaświatowego uniesienia, potrzeba wsparcia dla tych, którzy pomóc chcą sobie, innym ale też i tym, którzy gubią się, bo w zwyczajności dnia codziennego zatracili ważne dla ich wnętrza ideały.

Niełatwo jest wedle nich żyć i ja poznałem życie, wiem o czym mówię. Zaskoczyło mnie ono może jednym, bo energią wielką już wtedy byłem. Że uwaga wielu tak bardzo koncentruje się na sprawach doczesnych, jakby nie było ponad ich głowami tych gwiazd świecących i niemal potykać się o nie muszą, by zwrócić uwagę na przekaz z nich płynący. Potykać się o nie nikt jednak nie będzie, nie będzie tak, że jaka masowa produkcja się rozpocznie myśli zaświatowej, która hurtem do wielu progów zawita. Raczej zapuka człowiek niosący w sobie to ziarenko wiedzy nowej, wiedzy odkrytej na nowo przez serca ludzi głodne myśli bogatej w TREŚĆ.

W gruncie rzeczy człowiek pragnie, by ideał ziścił się, stale o tym mówi, ale jak tylko zdanie wypowie, to gdzieś zanika ten wir go tworzący, który tylko przeradzając się w czyn aktywny mógłby przynieść wszystkim to, o czym prawi. Niech więc kręcą się wasze wiry, szybciej, coraz mocniej, bo do działania ciało zmuszą, ono pójdzie za nimi w tą stronę, w którą się kręcą. Takie jest prawidło świata mojego. I twojego też.

Zaufaj nam, nie powiemy, że tylko sobie. Nam zaufaj, bo możesz, bo nie zawiedziesz się, jeśli uczciwie podejdziesz do sprawy podtrzymywania kontaktów z nami. Pozwól sobie na zamyślenie się, nie ślizgaj się po tematach, które palą, naglącą są potrzebą. Ukojenie znajdziesz w liście praw energii zaświatowych, z których najważniejszym być może jest wolne stanowienie o sobie, o swoim życiu, nawet wbrew prądom czy na spokojne wody niosącym, czy tym płynącym w stronę wzburzenia. Spiętrzać się będzie fala energii, bo nakładać się na nią będzie kolejna, i następna. Jeśli znajdziesz się na takiej fali, wynieść Cię ona może ponad dotychczasowe warunki. Może też wzmocnić w Tobie istniejące tendencje, ale jeśli choć mała cząstka w inną, lepszą stronę się odwraca, to ona wsparta zostanie, bo okruchów świadomości szuka, skupia się na nich i wynosi je przed szereg.

Pięknem nie nazwę więc swiadomego pod tą falę opadania - jest nim wynoszenie się, do góry płynięcie. Ani hańbą to nie jest, że wsparcie jak dłoni uścisk rękę chętną spotka. Hańbą jest pragnąć i odwrócić się od tego, co może pomóc wynieść na piedestał oczarowania się pięknem świata i świata człowiekiem.

Zazwyczaj tak bywa, że wiele takich wyciągniętych dłoni nie spotka ręki gotowej. Czy więc wszystko na marne? Nie, energia bowiem chwilę przy człowieku zostanie, a potem poszuka nowej formy w jakiej mogłaby się człowiekowi przedstawić, by może bardziej przyjacielską mu się wydała. 

Zasłuchaj się więc w fale płynące pod postacią ludzi i zdarzeń. One tą ręką są, tą pomocą i nawet z pozoru przykre przychodzą, by coś zmienić, by coś wzruszyć, by roztopić lody skostniałych uczuć i myśli. Rozgrzeje się wówczas do czerwoności i już fale potrzebne nie będą, ale skrzydła do latania, tak człowiek sam siebie wyniesie na piedestał istnienia - i słusznie, niech tak zrobi o bliźnim pamiętając i dla niego to czyniąc.

piątek, 6 stycznia 2012

Spracowane dłonie

Bywają w życiu sytuacje, w których dłonie tak spracowane są, tak skupione na codzienności przepracowywaniu, że umysł zapomina o tym, co w tym procesie ważne, być może najważniejsze.

Ważne w nim to, co z siebie można jemu dać i co z siebie można w nim odnaleźć. Jeśli wiele dać nie można, ani odnaleźć też niespecjalnie, winien człowiek - powinność ma w stosunku do siebie - poszukiwać innych rozwiązań, bardziej przystających do tej melodii, harmonii, którą jest.

Takie wątki łączą się w jedną melodię życiem zwaną. Winny one być w harmonii i człowiek jak dyrygent może sprawić, by stare instrumenty, gubiące tą melodię, nadrabiały zaległości. Może też je wyłączyć z muzyki i nowe pozyskać. Po prostu głowę musi obrócić i poszukać w innym kierunku: o tam, siedzi osoba, która inną melodię zagra, ale taką, która nową harmonię do wątku życia wprowadzi. A za nią przyjdą kolejne i ani się obejrzeć nowa muzyka gra!

Jak to powiedzieć, by zrozumiał, by pojął przekazy spisujący, że głowa utkwiona w jednym punkcie być nie może licząc, że z tego jednego kierunku rewolucja jaka przyjdzie! Mało kto liczyć może na taki luksus, który tak naprawdę niczym innym nie jest tylko darem od życia, wyjątkiem od reguły. Ale taka jest wielkość przestrzeni Niebem zwanej, że czasem na utkwienie przyzwala... Z miłości to robi.

Tych luksusów jest jednak stosunkowo niewiele. Na marnowaniu czasu przez człowieka ani jego Głębi ani Niebu nie zależy. Poruszy się prędzej Ziemia pod nogami pod wpływem wołania trąb przemiany. Zagra melodia tak diametralnie inna, że wstrząśnie światem, który inną melodię przyzwyczajony był słuchać. Ale gdy się przyjrzeć, gdy rozważyć potem co się stało zauważyć można, że zwiastuny, nuty pojedyncze, wpleść w melodię się usiłowały. Człowiek jednak dyrygując nowego motywu dostrzec nie chciał, nie potrafił. Tak więc uczy życie jak wprawnym w boju być, jak elementy różne od siebie w jedną harmonię próbować łączyć. Zasada jest jedna: zawsze melodie nowe staną się prędzej czy później motywami głównymi. Nie szukaj więc dźwięków zdartej już płyty, ale śpiewu słowika, który zawsze inny, ale zawsze słodki.

I mówię wam przecie: wszyscyście wirtuozami swojego życia! Jednym ręki skinieniem ominąć te wszytkie pułapki potraficie. Nie ma szansy fałsz się przebić, kiedy ręce spracowane radość w graniu melodii życia odnajdują. Niech pracować nie przestają, niech radości w tym graniu nie gubią, a szansy na rytmu pogubienie, na harmonii dysonansów nie będzie. Niebo zawsze wspomoże i dobrą nutkę, dobry dźwięk do ucha prosto szepnie. Może i nie każdy usłyszy, że to część melodii, ale ty wiedzieć będziesz, że słodszą ona jeszcze jest, kiedy ucho w słowa z zaświatów płynące jest wsłuchane. 

Pozwól sobie na podryfowanie, czasem przez chwilę zaimprowizuj melodię i posłysz, czy zaświat pozytywnym dźwiękiem odpowie na takie swobodne granie. Wówczas stanie się cud połączenia i zdarzenia nowe jak grzyby po deszczu zaczną się pojawiać. Radzę zatem nie błądzić po omacku, ale czy w melodii strukturze zwartej, czy w swobodnej improwizjacji radość dostrzegać i rękę swoją - to ty bowiem jesteś, Głębia twoja to powoduje. Raduj się więc i szukaj stale harmonii pośród fałszu - nut melodię tworzących pośród kakofonii dźwięków tego świata.

W tym ja wesprę, w tym pomogę.
Anna