czwartek, 15 marca 2012

Cztery ściany

Podczas życia mego na ziemi pochodziłem z rodziny uważanej za zamożną. Ale nie zamożną pieniędzmi ona naprawdę była, ale miłością do dzieci swoich i do wszystkiego, co ręce nasze strudzone zechciały przepracować.
Była wszechobecna w tamtym czasie panująca bieda i nie brakiem pieniędzy można ją było tłumaczyć, ale pustką jaka wkradała się we wnętrza ludzi.

Pieśń we mnie odezwała się dnia pewnego. Posłyszałem jej melodię i tylko jedno wówczas mogłem zrobić: ponieść ją do tych, w których głusza zapanowała; w których dźwięki ledwie echem się odzywały; jeno wspomnieniem zdarzeń przeszłych były. Pragnienie we mnie zostało zasiane i w piękny owoc wyrosło, by efekty tego z zaświatem spotkania opowiedzieć jakoś ludziom; jakąś przenośnią się posłużyć, by poczuć potrafili, nauczyli się jak obcować z własną i Inną wrażliwością.

Życie moje usłane było różami. Różami miłości ludzi, którzy mnie otaczali pomimo strudzonego i wysiłkiem naznaczonego przez drogi życia podróżowania. Pochodziłem z bogatej rodziny - bogatej w doświadczenia i mądrość, która w czterech ścianach zamknięta być nie mogła. Wyszliśmy więc wszyscy na ulice istnienia i stało się tak, że ja zaistniałem mocniej na kartach historii niźli im się to udało, choć tak wiele właśnie im zawdzięczam.

Przyszedłem na świat w bólach, ale nie bólem wewnętrznym moje przyjście naznaczone było, ale bólem matki strudzonej życiem i powołaniem nowego do istnienia. Pięknem tej chwili okazał się być obłok nad głowami zgromadzonych, utworzony przez wieniec tych, którzy w tamtej przestrzeni mojego przyjścia wyczekiwali. Nie na ziemi na mnie czekali, ale mimo tego duchowości głodni napojeni i nakarmieni przeze mnie zostali.

Takie było zadanie życia mego. I choć zakończyło się ono przed wiekami, dawno temu uśmiechem zostało zwieńczone, to jednak pamięć moja wraca ciągle do tych ścian czterech domu, w którym miłość zawsze panowała.

Mam ochotę opowiadać o tych wszystkich historiach, które przeżyłem. Ale bardziej ochotę mam powiedzieć, że wielkość człowieka właśnie w zwykłości chwil się objawia. W tych czterach ścianach gdy twarzy innej już przywdziewać nie trzeba, nie wypada, tutaj właśnie okazuje się, kto miłość nosi w sobie, a kto zwykłym przyzwyczajeniem przy naszym boku czuwa. Patrz uważnie i szukaj w spojrzeniach ludzi tego, co zwykłością życia ich jest i co przekładać się będzie na znacznie więcej sytuacji, niż te stworzone na potrzeby zaspokojenia waszych potrzeb. Potrzebą serca jest tylko jedność.

Demonstrowanie jej w każdej sytuacji stanie się dla ludzi wieków obecnych i przyszłych podstawowym kryterium osiągania przez nich szczęścia, zadowolenia z tego kim są, gdzie i z kim. Nie zaniedbuj pracy do wykonania koniecznej, by w sytuacjach dostrzegać zwykłość - te ziarenka, z których refleksje płyną i wyrastają w drzewa mocne, zdolne przetrwać każdą życiową wichurę.

Popatrz w serce i w niebo i dostrzeż, że jednym rytmem biją. To rytm mojego serca.

Mnich