Myślę, że nadszedł czas na podziękowania - dla tych, którzy czytają tego bloga (a statystyka podpowiada, że nie jest ich mało) oraz tych, którzy go rozpropagowali. Podziękowania należą się też tym, którzy piszą komentarze - mam nadzieję, że będzie ich więcej. Chciałbym też, żeby moich wpisów było więcej i żeby były częstsze, ale wiecie jak to jest: życie toczy się swoim normalnym torem i nie zawsze jest odpowiednia "atmosfera" i czas na tego rodzaju twórczość.
Dziękuję mewie za komentarz, na który chcę odpowiedzieć w osobnym wpisie, w którym pyta:
"Czy mógłbyś opisać jakieś sczegóły, pierwsze sensje, jak się zabrałeś, jak to odczułeś, czy ktoś przez Ciebie dosłownie mówi twoimi ustatmi czy odpowiedzi słyszysz wyłącznie w myślach itp. Może wiesz jak inni zaczynali?"
Wiele o doświadczeniach innych nie wiem, bo nie znam wielu ludzi, którzy potrafią się kontaktować z tamtą przestrzenią. Opowieści tych, których znam oraz moje własne doświadczenia mają pewne wspólne punkty. Co do cudzych przeżyć, to odsyłam np. do twórczości Eli Nowalskiej, która jest w moich oczach zdecydowaną "liderką" w tej tematyce - nie tylko w Polsce, ale w ogóle.
O wspólnych punktach można jednak próbować porozmawiać. Choć niechętnie to przyznam, to jednak bywa, że trudne przejścia w życiu mogą spowodować - po ich przepracowaniu - że obudzi się w człowieku coś więcej, niż tylko siła do radzenia sobie z problemami. Absolutną bowiem podstawą do otwarcia się na tamtą przestrzeń jest przemiana. Ktoś mi powiedział niedawno, że trudne przeżycia nie mają sensu ani nie nadają życiu sens. Powodują jednak, że coś się zmienia - perspektywa, patrzenie na życie, zmieniają się priorytety. Oczywiście nie tylko trudne przeżycia to powodują, ale mają one siłę wpędzania nas w przemyślenia niejako wbrew nam, często rozleniwionych w naszych przyzwyczajeniach; utartych ścieżkach, którymi chadzamy.
Czemu przemiana? Ja ją nazywam na swój użytek i mało elegancko: przewalaniem energii. To jest sytuacja, w której człowiek mniej lub bardziej świadomie uczestniczy w procesie rozliczania własnych myśli i uczuć powstałych na kanwie wydarzeń życia codziennego. Wydarzenia można kreować, mogą one dziać się "same", ale w błędzie będzie ten, kto myśli, że nieświadoma część naszej istoty nie bierze w tym żadnego udziału. Bierze i jest zachęta płynąca z zaświatów, oraz z tej części nas samych, do tego, by do tego procesu włączać się świadomie rozumiejąc korzyści i cel z nich płynący.
Nie chcę jednak odpływać zbyt daleko od tematu, więc napiszę najprościej, że przemiana powoduje, że dziać mogą się nowe zdarzenia i nowe myśli, uczucia mogą w nas powstać. I one po jakimś czasie tracą dla nas wartość, a ponieważ życie nie lubi próżni, zawsze znajduje się coś, co ją wypełni. Czasem tą próżnię wypełnić potrafią kontakty z tamtą przestrzenią.
Inną ważną cechą, która umożliwia takie kontakty jest bycie szczerym, prostodusznym. Nie może być w nas grama myśli, że takie kontakty przyczynić się mogą do czegoś innego jak dobra naszego i ludzi nas otaczających. Brzmi to bardzo "romantycznie" i choć romantykiem nie jestem (wręcz przeciwnie, patrzę na życie bardzo praktycznie), to jednak trzeba przyznać, że tak właśnie jest. Cechą objawień wszelakiej maści jest PROSTOTA tych, którzy brali w nich udział. Trzeba być prostym i choć miewa to swoje minusy w życiu, to jednak ostatecznie zawsze okazuje się to być właściwą postawą, sposobem na życie.
Moje pierwsze spotkanie? Opisałem je krótko w notce: Kim jest Kapturowiec?, więc do niej odsyłam. Mogę jednak odpowiedzieć w większym szczególe jak taka komunikacja w moim przypadku wygląda.
Wiem, że niektórzy słyszą wyraźne słowa; bywa, że postać z którą następuje kontakt przejmuje na czas kontaktu ciało medium, za jego zgodą, nigdy bez. Dla mnie jest to bardzo intuicyjne. Czasem mam wrażenie, że nic nie słyszę i nic nie widzę, a jednak przekaz leci. Jest to trudne przeze mnie do uchwycenia. Czasem wiem od razu, z dużym wyprzedzeniem o czym będzie opowiadał cały akapit. Chwytam jego sens jako jedno zgrupowanie myśli i uczuć, po czym rozpisuję to wszystko na słowa. To tak, jakby do mojej głowy wpadła kulka zwiniętego papieru z zapisanym tekstem i moje zadanie polega na jej rozwinięciu i przepisaniu treści. Mam pewną dowolność w tym, jak interpretuję ten tekst w tym sensie, że wybieram odpowiednie słowa. Najczęściej słowo jest jedno, słowo za słowem, ale bywa, że "czuję" kilka słów blizkoznacznych i wybieram jeden, lub wypisuję je przedzielając przecinkiem. Słowa są bowiem bardzo dwuwymiarowe - trzeba pisać jedno po drugim. Przekaz jest bardzo trójwymiarowy, jeśli do czegoś można to porównać. To tak jakby się miało koncept bryły w głowie, a próbowało go przedstawić jako szereg plasterków pociętej tej bryły. Jej sens, energię przekazu, można uchwycić poprzez przeczytanie całości.
Gdy mówię przekaz odczuwam bardzo delikatną i nienachalną obecność postaci, która go dyktuje. Miewam też błyski widzenia tej postaci. Nie jest to widzenie ciągłe - chwilkę widzę, a potem to widzenie znika, by znów się pojawić. Zawsze wiem, kto dyktuje przekaz, ale trudno opowiedzieć co rozumiem przez wyraz "kto". To może być imię, wizerunek danej postaci, światło, pewna ciepłota. Bywa, że je widuję i bez świadomej chęci nawiązania kontaktu - czasem kontempluję jakąś myśl i ktoś się pojawia. Po co? Może żeby wspomóc swoją obecnością moje procesy myślowe, to przewalanie energii.
Skąd wiem, że to się dzieje naprawdę? Bo uwierzyłem, że tak jest i że to potrafię. Życie weryfikuje to też, pod postacią pewnych zbiegów okoliczności. Bywało np., że rozmawiałem z jakąś postacią, robiłem przekaz samemu sobie i na koniec padało hasło w stylu: kończymy, bo za chwilkę ktoś nam przeszkodzi. I tak się właśnie działo - wydarzało się coś, co przerwałoby przekaz, gdyby on trwał.
Miewam też wizyty energii uważanych za wielkie przez różnych ludzi, ale bardzo rzadko się do tego komukolwiek przyznaję. Po prostu nie wydaje mi się to istotne w całokształcie tych kontaktów, że jakaś energia jest powszechniej znana od innej. Nie spotkałem energii, która nie byłaby wielka wielkością wypracowanego przez siebie potencjału i jest to moim wprost wyrażonym życzeniem, żeby nie było inaczej, chyba, że innego rodzaju przeżycie miałoby nieść dla mnie jakąś wartość.
Ale to jest dokładnie tak samo jak w życiu. Przecież chcemy się otaczać ludźmi, a więc też energiami, które będą nas wspierać swoją obecnością, które będą dobre i na których nasza obecność będzie działała podobnie. Podobieństwo decyzji co do podejścia do życia zaskakująco zbieżne jest (i powinno) z podejściem do tamtej przestrzeni. Bywa, że nieświadomie przyciągamy w życiu osoby mniej z nami współgrające może po to, by nauczyć się, przekonać się co nam służy oraz jacy jesteśmy w kontaktach z innymi w ogóle. Bywa, że energie mniej nas wspierające mogą do nas przyjść, by coś nam o nas samych pokazać.
Uznałem - nie bez pewnej ostrożności sprawdzając, czy faktycznie mocno to czuję - że nie potrzebuję kontaktów z energiami mi nie sprzyjającymi, tak w życiu codziennym jak i w kontaktach z tamtą przestrzenią. Omijam z daleka pakowanie się w kłopoty, kiedy dostrzegam ich pierwsze sygnały i to podejście mnie nigdy nie zawiodło. Jeśli więc przyjść miałby do mnie jakiś czarny charakter w nocy i postraszyć, to niech przychodzi wiedząc, że nie poświęcę mu ani pół sekundy mojej uwagi, bo to na czym ją koncentruję bardzo sobie szanuję.
Jest teoria, że ciemność nie może istnieć bez jasności. Pewnie i tak jest, ale jest kwestią wyboru po której stronie człowiek chce stanąć. Jest więc możliwość istnienia w człowieku tylko światła. A gdy życie już nie wystarcza lub nie nadąża za pędem przemiany w to światło, w którą człowiek wpadł to bywa, że z odsieczą przychodzą istoty zaświatowe stymulując ją niejako równolegle do tego, co toczy się na zewnątrz. Godność jest we mnie silna, to na pewno, ale równie silne jest zamiłowanie do przemiany, do bycia lepszym, codziennie, zawsze robiąc wszystko, by tak było.
Myślę, że to jest cenna podpowiedź co do tego jak zaskarbić sobie szacunek energii zaświatowych i być może zainspirować pewną ich interwencję.
Ważna rzecz na koniec: tak jak w życiu chcę otaczać się wspierającymi ludźmi tak chcę tego od zaświatów. Ale to nie koniec. Równie bardzo chcę wiele z siebie dawać - zarówno w związkach międzyludzkich jak i tych zaświatowych. Mam wrażenie i cichą nadzieję, że to moje dawanie nie skończy się na tym blogu; że jest coś więcej, co mógłbym zrobić. Spisując przekazy wyczekuję sposobności do mocniejszego, głębszego pojścia w tą stronę, które jednocześnie pogodziłoby moje pragnienie do tego, bo to dawanie miało wyraz bardzo PRAKTYCZNY.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz