czwartek, 5 lipca 2012

3 Etapy

Witajcie,

Ostatnio przeczytałem gdzieś o wynikach badań, które podsumowywały jak ogólnie żyje się ludziom, którzy mają dwa odmienne poglądy na świat: tych, którzy uważają, że są tylko ciałem fizycznym i że poza tym niczego nie ma i tych, którzy uważają, że są energią, mają aurę wierząc w zjawiska, które z tego wynikają.

Generalnie zdrowsi, osiągający większe sukcesy i zadowolenie z życia są ci pierwsi. Można pesymistycznie uznać, że właśnie tacy ludzie przeprowadzali badania stąd takie wyniki, ale myślę, że wytłumaczenie może być inne. Wcale bowiem mnie taki wynik nie zdziwił.

Ludzie, nazwę ich "fizyczni", mają ogromną przewagę nad ludźmi "uduchowionymi". Polega ona na tym, że żyjąc w rzeczywistości przede wszystkim fizycznej i zakładając, że po to się tu jest, żeby doświadczać fizyczności tak naprawdę nie można się pomylić realizując w ten sposób cel naszej tutaj bytności. Na tym etapie czyni się to nieświadomie (wrócę do tego później). Fizyczni dbają więc o siebie, o swoje ciało, o materię, zapewnienie bytu itd. Generalnie odnoszą sukcesy, są zdrowsi, bo nic nie "rozprasza" ich uwagi od tego, co jest głównym wątkiem ich - i nas wszystkich - życia, a więc fizyczności.

Ludzie duchowi (2 etap) dostrzegają natomiast ten elementy nas samych, których fizyczni nie odbierają - duchowość, energetyczność, współzależność i połączenie wszystkiego ze wszystkim, Boga itd. (oczywiście w różnym stopniu). I to jest słuszne, ale pojawia się problem: czemu to służy, na co przekłada się to w ich życiu?

Obserwuję bacznie współczesną ezoterykę, która (jak wszystko) próbuje dopasować się do potrzeb ludzi tak uduchowionych. Wielu z nich stało się takimi po przeżyciu jakiejś tragedii, skłaniają się ku niej jako metodzie na przeproszenie za grzechy albo wręcz wynegocjowania z instacją wyższą lepszego życia. Inny nurt pozwala ludziom uduchowionym myśleć o sobie w kategoriach wyższości nad ludźmi fizycznymi, z racji posiadanej wiedzy i zwiększonej wrażliwości. Z tego tytułu wydaje im się często, że coś im się należy - sukcesy, lepsze życie - a nie fizycznym. Wielokrotnie widziałem rozczarowanie uduchowionych spowodowane tym, że ktoś wyraźnie "fizyczny" osiągnął jakiś sukces. Zwykle tłumaczy się to jakimś przekrętem, z czego z kolei wzięło się przekonanie, że pieniądze są złe, więc kto je ma ma na pewno zbrudzone ręce...

Fizyczni mają jednak swoje za uszami. Nie biorąc pod uwagę duchowości w swoim życiu myślą, że jak zrobią coś złego, czego nikt nie widział, to to tak jakby tego nie było. Konsekwencja zawsze jakaś jest za tego rodzaju czyny, ale nie jest nią karma (w którą nie wierzę) - bardziej sytuacja wynikająca z przyjęcia pewnego sposobu myślenia (ale to temat na inny wpis). Tego fizyczni nie widzą, więc np. zdrada jest ok dopóki nikt się o tym nie dowie, tak samo przekręty, nawet finansowe (bo to nie jest do końca tak, że uduchowieni nie mają z tym częściowo racji). Mają, ale skala jest dużo mniejsza niż im się zdaje.
To, że ktoś jest fizyczny może oznaczać, że będzie mu brakowało pewnego systemu wartości, ale nie oznacza to wprost, że tak zawsze jest. Wielu fizycznych ma ten system wartości, więc w moim słowniku stają się uduchowionymi nowej kategorii - to jest ten trzeci etap.

Ludzie trzeciej kategorii zdają sobie sprawę ze swojej duchowości tak jak na etapie drugim, ale co wynosi to rozumienie na wyższy poziom jest fakt uznania i zaakceptowania w stopniu pełnym, że jest się istotą również fizyczną i że należy uczestniczyć w życiu w pełni rozumiejąc tak sens swojej egzystencji. Te dwa poglądy na tym etapie integrują się i duchowość staje się podstawą pod działanie podejmowane w życiu codziennym. Są to więc ludzie prawi, ale i aktywni życiowo, fizycznie. Odnoszą oni największe sukcesy, bo wiedzą, że ich los leży w ich rękach, nie uciekają od odpowiedzialności, nie wołają do niebios o ratunek tylko ciężko pracują na swoje szczęście. W wielu przypadkach mając jasno określone wartości nie boją się ich bronić, bo czują się ludźmi "pełnymi", mającymi wszelkie narzędzia do tego by zmienić jakąś sytuację. Czują, że słuszność stoi po ich stronie, więc pokazują, że ich dobro niczego się nie boi.

Pisałem wcześniej o skali nieświadomości duchowości jaką mogą mieć fizyczni. Tak naprawdę nie ma potrzeby, żeby każdy wierzył w karty tarota, przepowiednie, energie zaświatowe itd. Nie każdemu jest to potrzebne. Każdemu potrzebny jest jednak system wartości i to jest być może najważniejszy element duchowości, który w zupełności wystarczy do tego by być uznanym za osobę uduchowioną (chociaż można się za taką nie uważać). Znam ludzi bardzo prawych i skutecznych w życiu, którzy nie chcą mieć nic wspólnego ze współczesną ezoteryką (siedząc w niej trochę mocniej niż oni za bardzo się im nie dziwię!). Myślę, że wielu z nich było obiektem tych badań wspomnianych na początku, stąd taki wynik a nie inny.

Czego więc można życzyć im wszystkim?

Fizycznym: zaufania swojej intuicji i naturalnym odruchom serca; głębszego patrzenia na każdą sytuację i uświadamiania sobie wpływów jakie się ma na życie oraz ludzi wokół, zwłaszcza tych negatywnych; czynienia tego, co jest słuszne.

Uduchowionym: zrezygnowania z myślenia, że ktoś przyjdzie i nas uratuje, pomoże; zrezygnowania z wszystkiego, co zaszczepia przekonanie o nieuchronności losu; docenienia swojej fizyczności (ciała, pracy, pieniędzy itd.), zaopiekowania się nią i myślenia o niej tylko w kategoriach dobra.

Czy tym trzecim trzeba czegoś życzyć? Tak: odwagi, by walczyć o słuszną sprawę i pokazywania wszystkim jakim są naprawdę; by stali się naszą przyszłością oraz wzorem dla innych.

Tomek

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z dumą (podbudowanym ego czy jakkolwiek się to określi) zaliczę się do trzeciej kategorii ludzi ;D

    Co jednak rozumiesz pod pojęciem: "pokazywanie wszystkim jakim są naprawdę"? Nie wystarczy żyć jak dotychczas, robić co się robi i realizować swe cele?

    Jeśli o mnie chodzi, to już dałam sobie spokój z uduchowianiem fizycznych i ufizycznianiem duchowych. Zajmowanie się życiem innych ludzi, próby zmieniania ich są na ogół bezcelowe, a z pewnością kosztują wiele energii, którą można spożytkować w lepszy sposób.
    Ponoć jest tak, że jeśli uczeń jest gotowy, to i mistrz się znajdzie.
    To, co wyniosłam z Twojego bloga i z przekazów to LEKKOŚĆ. Nie walka, lecz pewność, a nawet łatwość i radość w tym, co się robi na co dzień. I tego życzę Tobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokazywanie wszystkim jakimi są naprawdę - jeśli rozumie się swoją rolę w życiu i chce się z nim współpracować (bo rozumie się, że inaczej nie można), to jednak są elementy rzeczywistości, które są fundamentalnie sprzeczne z systemem wartości takiej osoby. Pojawia się dylemat: w imię współpracy i osiągania sukcesów lekko się "naginam" pod rzeczywistość lub trwam mocno przy tym, co uznaję ze słuszne. Z tym "pełni" muszą się konfrontować niemal na co dzień; ważne by się nie gubili.

      Ja miałem na myśli powyższą sytuację w kontekście kontaktów z ludźmi. Sama wiesz, że nie wszystko wszystkim powiesz, pokażesz, bo nie zrozumieją. To jest Twój szacunek jaki przez to okazujesz innym, ale w ten sposób może wytworzyć się nawyk chodzenia ze sobą na kompromisy, nie pokazywania tego, co się naprawdę czuje i myśli, a więc nie życia pełnią swojego potencjału.

      Wiem, że energie doradzą "powracanie" do samego siebie poprzez medytację, wymawianie swoich pragnień lub też rozmowę z nimi. Ale jeśli ma coś pójść do przodu, "trzecim" życzę, by jednak próbowali przesuwać tą granicę i być przygotowanym do obrony swojego stanowiska w sposób mądry, pokazując innym, że nie są jak te chorągiewki, bo to oznaka słabości. A trzeci muszą być silni :)

      Usuń