Przez chwilę nic nie rób. Pozwól myślom przelatywać ponad twoją świadomością. Trwaj w bezruchu chwilowym; zaraz poderwiemy się do lotu, ale jeszcze nie teraz. Pozbieraj te elementy twojej uwagi rozsiane po całej twojej energii w to miejsce w środeczku ukryte. Ono nazywa się skupieniem. Na czym masz się koncentrować? Najpierw na samym sobie, jak siebie odczuwasz, jak odbierasz. Popłyń wolno, nie popędzaj niczego, niech zapanuje w tobie cisza absolutna. Myślisz, że znikniesz jak zapanuje nieporuszenie, czujesz potrzebę ciągłego zajmowania się czymś, twojej uwagi. Ale spróbuj, a zobaczysz, że rozszerzy się twoje patrzenie, bo nie zakłócone ono będzie tym, czym możliwe jest twoją uwagę rozproszyć. Popatrzysz na siebie inaczej, ale zacznij od tych uczuć wzburzonych i myśli gładzenia. Niech wiedzą, że do nich powrócisz, niech nie martwią się i o uwagę nie krzyczą.
Czas by przesunąć punkt koncentracji. Zobacz ten punkt między brwiami, jak świeci. Stanowi on bramę, która otwiera się, gdy skupienie w nim zapanuje. Zobacz jak rozszerza się jego świadomość na całe ciało. Nie trwaj w myśli zbyt długo, że tylko punktem jest. Jest tym, czego twoja uwaga zapragnie, a może być WSZĘDZIE. Wiele ograniczeń ma człowiek nałożonych z racji osiągniętego przez siebie potencjału. Wiele z nich narzuca sobie sam, więc niech chociaż one nie będą twoim problemem.
Posłysz ruch jaki dokonuje się od wewnątrz. Najpierw mały wir, potem coraz większy. Powoli buduje się jego skala natchnienia energią, którą to ja zaprosiłam. Zapragnęłam, zamarzyłam dla człowieka taki obraz jego przestrzeni wewnętrznej posiadanie, że ruchem i wirem jest jednolitym, scalonym wewnętrznie doskonale radzącym sobie i odpierającym wszelkie przeciwności losu. On dyskusję prowadzi - cały czas kręcąc się, pędu nabierając i rozmachu - ze światem zewnętrznym. Szuka dla siebie miejsca, lepszego, doskonalszego. Niech popłynie fala z tego wiru do przodu, to kolejny etap.
Ta fala niesie się siłą jego rozpędu i co buduje przed tobą? Drogę, tak, ty już wiesz. To jest droga twego jutra, bez zakrętów i potknięć - prosta, niczym nie ograniczona droga złota. Taka jak barwa twojej energii, zobacz ją w jej kolorach i powiedz sam do siebie: to ja jestem, to ja tą drogę zbudowałem, zbudowałam! Człowiek jako energia funkcjonuje na wielu poziomach. Jednym z nich jest Przyszłość jeszcze widziana z perspektywy tego, co wydaje się nieuniknione, co sterowane siłami losu przez kogoś z zewnątrz. Ale już wkrada się myśl, że przyszłość to JA, bo to moja przyszłość, bo to ja zbudowałam tą ścieżkę, którą dumnie z podniesioną głową będę kroczyć. Dlaczego dumnie? Bom prawa, bo prawdziwa, bo natchnienie niosąca i wsparcie potrzebującym. A czego im trzeba? Tego, czego tobie, a więc pokazania, że swoją drogę masz w sobie, krocz nią, buduj, negocjuj jaką kostką będzie wybrukowana. Tak będzie ci się po niej szło jak sobie o niej w tym rozmachu pomyślisz. Ale nie zaniedbuj tego, co powoduje twej energii takie rozhuśtanie, to musi się zadziać i dopóki wprawy nie nabierzesz, kieruj dostatecznie dużo uwagi najpierw w tą stronę. Opowiedz mi w duchu przed zaśnięciem jak ci poszło, jakbyś bajkę na dobranoc mi opowiadał. Dla mnie to będzie jak bajka, bo poznałam życie i już nie moje ono jest. Widzę je z daleka, patrzę i wiem. Wiem co wydarzy się tobie i każdemu kto posłucha myśli moich. Dobrze mu się zadzieje, bo ja będę mu pomagała te kostki układać, ja tam będę w tym wirze budującym swój moment wyjścia poza głębię z której wypływa. Będę i w twojej głębi, która spokojem natchniona czeka na rozkaz rozhuśtania wichury z której deszcz nie spadnie, a która przegoni to co może jawić się jako ciemne plamy na tak zobaczonej przez ciebie ścieżce.
Jesteś więc na powrót spokojem, jakby morzem cichym, fal nieporuszenia pełnym. Uspokajasz się, bo wiesz, że droga zbudowana, że po niej kroczysz. Że wszystko możesz, niczego nie musisz. Posłuchaj więc mnie i popatrz ponad tą drogą, w górę wznieś swoje oblicze. Ono promienieje, ono wie, że nie potrzeba już pomagania, że nie trzeba jakich mięśni wysilać. Że spokojem wszystko wybudowane, razem ze mną, bo ofiarowałam ci bukiet energii splecionej jak warkocz. Ma on barwę złota, bieli i błękitu. Widzisz go bo stał się częścią ciebie; to jest to co zobaczyłeś wirujące dookoła mojej postaci. Spójrz mi prosto w oczy i powiedz szczerze: czy brakuje ci czegoś jeszcze w twoim życiu?
...
Ten blog jest moją próbą przybliżenia tematu z perspektywy kogoś, kto nawiązał połączenie z Tamtą Przestrzenią. Jest próbą podzielenia się ułamkiem własnych przeżyć oraz poszukaniem możliwości rozwoju tej umiejętności. To zapis całkiem szczerych przeżyć związanych z wpływem jaki ten temat wywiera na życie codzienne zupełnie zwyczajnej osoby.
wtorek, 31 lipca 2012
piątek, 20 lipca 2012
Bytu istnienie
Umiejętność myślenia i poznawania świata takim jakim jest, w prostocie swojego ów świata poznawania, leży u podstaw tego, po co tu jesteście - doświadczania życia w materii.
Poddać chcemy wam pomysł nowego na siebie i ludzi patrzenia tak, by dostrzegać w sobie cząstkę boską, jak i tą przyziemną waszym ciałem zwaną w sposób nie dostrzegający między nimi granic. On powie [piszący przekazy - T.], że to trzeci etap, ale nie o etapowość chodzi, ale by dążyć w kursie życia do coraz pełniejszego tak siebie pojmowania. Tak patrząc etapów można rozpoznać więcej, nieskończenie wiele bo na tak różnych punktach tej jednej dla wszystkich przecież ścieżki ludzie potrafią się znajdować. I znajdują. Minie trochę czasu, kiedy kolektywnie będzie można stwierdzić, że przekroczony został jakiś próg. Po to tu jesteśmy; po to przychodzimy, by swoim nauczaniem poddawać nowe interpretacje zjawisk fizycznych i duchowych.
Mają one w sobie wspólny mianownik. Jest nim wola i miłość. Wola, bo przypomina o tym, że życie i istnienie po to jest, by je kształtować wedle własnych zamysłów. Miłość, by w tych zamysłach mądrze i godnie uwzględniać innych, zapraszać ich do tej dyskusji, z której wiele dobrego dla każdej ze stron wyniknąć może. Tak patrzymy na was niby z daleka, ale przecież z tak bliska. Macie w sobie niebo tak samo, jak i ziemię. Choć my jej nie posiadamy, dostrzegamy jej uwarunkowania i wyzwania, które ona sobą stawia i rozumiemy jak można mądrze COŚ człowiekowi poradzić.
Czas nadszedł do tego, by postanowić iż takie radzenie jest człowiekowi współczesnemu potrzebne. Nie zdecydowaliśmy o tym z pragnienia, by postawić się ponad człowiekiem. Wynika ono z wołania tak wielu serc ku niebu, by coś zmienić, by coś się w ich życiach zadziało. Z miłości do was czynimy starania, byście o nas pamiętali, a raczej: byście sobie o nas przypomnieli.
Cały świat zdaje się w jedną stronę kręcić. Jest to obrót ku przyszłości, ku niemu ziemi oblicze jest zwrócone. Biegnąc myślą po kierunku tego spojrzenia zobaczyć można co czeka mieszkańców tej planety. Będzie nim okres spokoju i radości poprzedzony niemałymi wstrząsami obserwowanymi we WNĘTRZACH osób żyjących w dzisiejszych czasach.
Chcę bowiem byście zrozumieli, że nie ma prawd wynikających z obiektywnego porządku rzeczy. Takowy jest wypadkową wszystkich zaangażowanych w historię pewnego jednego, współdzielonego ze sobą MIEJSCA. W tym TŁUMIE gubi się jednostkowość jego członków, a więc wzmacnia przekonanie o nieuchronności pewnych zdarzeń. Ona jednak upomina się o siebie, o system dla siebie wsparcia. Stąd ból i rozdarcie, które na pewnym pułapie patrzenia wydają się bolesne, na innym nieodłącznym elementem PRÓB i BŁĘDÓW przez ludzi popełnianych.
Nie chcemy pouczać, tylko mądrze prawić. Powiemy więc, że wiele dobrego dla człowieka pojawi się, ZAISTNIEJE jako efekt przyjęcia świadomie i podświadomie istnienia w dwóch światach jednocześnie. Jeszcze więcej, gdy weźmie się pod uwagę myśl, że to JEDEN świat, że to jeden WSZECHŚWIAT dla wszystkich jednaki (z jednakimi prawami do godnego współistnienia).
Skąd wziął się taki świat, pełen pomieszania, interesów różnych? Z zagubienia tej właśnie myśli, z poświęcenia jej na rzecz tych chwilowych, tymczasowych jakby jaka lepsza treść miała z nich wynikać. Miłość do ludzi nie pozwala nam jednak na większą ingerencję; poprzez wgląd w siebie musi się człowiek zmieniać, my poddajemy tylko coś, co ma szansę z coraz większą rzeszą ludzi pozytywnie współgrać.
Zamiar jest by budzili się jak ze snu do WALKI o świat lepszy ci, którzy dotąd zajęci byli swoimi sprawami. Będzie wołanie zaświatów skierowane do nich, by stawali się Wolą zaświatów i Miłością dla innych. W ten sposób zjednoczą się dwa światy, ale czy tak naprawdę muszą? Czy nie są one zjednoczone i jedynie wołamy o tego faktu przez człowieka uznanie?
Poglądy zmieniają się w ciągu życia i po jego zakończeniu. Co pozostanie w człowieku to ogrom doświadczeń mierzonych BARWĄ jego energii, a więc częstotliwością wibrowania uczuć i myśli jego. Im wyższa, tym bliżej ZBAWIENIA, ale inaczej rozumianego niż to się uważa. Ono rozpoczyna nowy etap w istnieniu, zwalniając z potrzeby (wedle woli) wcielania się w materię i poprzez nią doświadczania praw godności.
Czy zakończy się kiedyś nasza ingerencja; czy odejdziemy na zawsze bardziej obserwatorami pozostając niźli aktywnie kontaktu poszukującymi bytami? I tak, i nie. Pewne jest jednak, że pozostaniemy Z TOBĄ - obok ciebie, i ciebie, i ciebie. Będziemy przy was i doświadczać nas i samych siebie będziecie w zgodzie z wewnętrznym waszym ZEGAREM. Póki co wybiła godzina dla świata jednaka. Jest nią PRZEMIANA w bytu doskonalsze istnienie.
Jasny
Poddać chcemy wam pomysł nowego na siebie i ludzi patrzenia tak, by dostrzegać w sobie cząstkę boską, jak i tą przyziemną waszym ciałem zwaną w sposób nie dostrzegający między nimi granic. On powie [piszący przekazy - T.], że to trzeci etap, ale nie o etapowość chodzi, ale by dążyć w kursie życia do coraz pełniejszego tak siebie pojmowania. Tak patrząc etapów można rozpoznać więcej, nieskończenie wiele bo na tak różnych punktach tej jednej dla wszystkich przecież ścieżki ludzie potrafią się znajdować. I znajdują. Minie trochę czasu, kiedy kolektywnie będzie można stwierdzić, że przekroczony został jakiś próg. Po to tu jesteśmy; po to przychodzimy, by swoim nauczaniem poddawać nowe interpretacje zjawisk fizycznych i duchowych.
Mają one w sobie wspólny mianownik. Jest nim wola i miłość. Wola, bo przypomina o tym, że życie i istnienie po to jest, by je kształtować wedle własnych zamysłów. Miłość, by w tych zamysłach mądrze i godnie uwzględniać innych, zapraszać ich do tej dyskusji, z której wiele dobrego dla każdej ze stron wyniknąć może. Tak patrzymy na was niby z daleka, ale przecież z tak bliska. Macie w sobie niebo tak samo, jak i ziemię. Choć my jej nie posiadamy, dostrzegamy jej uwarunkowania i wyzwania, które ona sobą stawia i rozumiemy jak można mądrze COŚ człowiekowi poradzić.
Czas nadszedł do tego, by postanowić iż takie radzenie jest człowiekowi współczesnemu potrzebne. Nie zdecydowaliśmy o tym z pragnienia, by postawić się ponad człowiekiem. Wynika ono z wołania tak wielu serc ku niebu, by coś zmienić, by coś się w ich życiach zadziało. Z miłości do was czynimy starania, byście o nas pamiętali, a raczej: byście sobie o nas przypomnieli.
Cały świat zdaje się w jedną stronę kręcić. Jest to obrót ku przyszłości, ku niemu ziemi oblicze jest zwrócone. Biegnąc myślą po kierunku tego spojrzenia zobaczyć można co czeka mieszkańców tej planety. Będzie nim okres spokoju i radości poprzedzony niemałymi wstrząsami obserwowanymi we WNĘTRZACH osób żyjących w dzisiejszych czasach.
Chcę bowiem byście zrozumieli, że nie ma prawd wynikających z obiektywnego porządku rzeczy. Takowy jest wypadkową wszystkich zaangażowanych w historię pewnego jednego, współdzielonego ze sobą MIEJSCA. W tym TŁUMIE gubi się jednostkowość jego członków, a więc wzmacnia przekonanie o nieuchronności pewnych zdarzeń. Ona jednak upomina się o siebie, o system dla siebie wsparcia. Stąd ból i rozdarcie, które na pewnym pułapie patrzenia wydają się bolesne, na innym nieodłącznym elementem PRÓB i BŁĘDÓW przez ludzi popełnianych.
Nie chcemy pouczać, tylko mądrze prawić. Powiemy więc, że wiele dobrego dla człowieka pojawi się, ZAISTNIEJE jako efekt przyjęcia świadomie i podświadomie istnienia w dwóch światach jednocześnie. Jeszcze więcej, gdy weźmie się pod uwagę myśl, że to JEDEN świat, że to jeden WSZECHŚWIAT dla wszystkich jednaki (z jednakimi prawami do godnego współistnienia).
Skąd wziął się taki świat, pełen pomieszania, interesów różnych? Z zagubienia tej właśnie myśli, z poświęcenia jej na rzecz tych chwilowych, tymczasowych jakby jaka lepsza treść miała z nich wynikać. Miłość do ludzi nie pozwala nam jednak na większą ingerencję; poprzez wgląd w siebie musi się człowiek zmieniać, my poddajemy tylko coś, co ma szansę z coraz większą rzeszą ludzi pozytywnie współgrać.
Zamiar jest by budzili się jak ze snu do WALKI o świat lepszy ci, którzy dotąd zajęci byli swoimi sprawami. Będzie wołanie zaświatów skierowane do nich, by stawali się Wolą zaświatów i Miłością dla innych. W ten sposób zjednoczą się dwa światy, ale czy tak naprawdę muszą? Czy nie są one zjednoczone i jedynie wołamy o tego faktu przez człowieka uznanie?
Poglądy zmieniają się w ciągu życia i po jego zakończeniu. Co pozostanie w człowieku to ogrom doświadczeń mierzonych BARWĄ jego energii, a więc częstotliwością wibrowania uczuć i myśli jego. Im wyższa, tym bliżej ZBAWIENIA, ale inaczej rozumianego niż to się uważa. Ono rozpoczyna nowy etap w istnieniu, zwalniając z potrzeby (wedle woli) wcielania się w materię i poprzez nią doświadczania praw godności.
Czy zakończy się kiedyś nasza ingerencja; czy odejdziemy na zawsze bardziej obserwatorami pozostając niźli aktywnie kontaktu poszukującymi bytami? I tak, i nie. Pewne jest jednak, że pozostaniemy Z TOBĄ - obok ciebie, i ciebie, i ciebie. Będziemy przy was i doświadczać nas i samych siebie będziecie w zgodzie z wewnętrznym waszym ZEGAREM. Póki co wybiła godzina dla świata jednaka. Jest nią PRZEMIANA w bytu doskonalsze istnienie.
Jasny
czwartek, 5 lipca 2012
3 Etapy
Witajcie,
Ostatnio przeczytałem gdzieś o wynikach badań, które podsumowywały jak ogólnie żyje się ludziom, którzy mają dwa odmienne poglądy na świat: tych, którzy uważają, że są tylko ciałem fizycznym i że poza tym niczego nie ma i tych, którzy uważają, że są energią, mają aurę wierząc w zjawiska, które z tego wynikają.
Generalnie zdrowsi, osiągający większe sukcesy i zadowolenie z życia są ci pierwsi. Można pesymistycznie uznać, że właśnie tacy ludzie przeprowadzali badania stąd takie wyniki, ale myślę, że wytłumaczenie może być inne. Wcale bowiem mnie taki wynik nie zdziwił.
Ludzie, nazwę ich "fizyczni", mają ogromną przewagę nad ludźmi "uduchowionymi". Polega ona na tym, że żyjąc w rzeczywistości przede wszystkim fizycznej i zakładając, że po to się tu jest, żeby doświadczać fizyczności tak naprawdę nie można się pomylić realizując w ten sposób cel naszej tutaj bytności. Na tym etapie czyni się to nieświadomie (wrócę do tego później). Fizyczni dbają więc o siebie, o swoje ciało, o materię, zapewnienie bytu itd. Generalnie odnoszą sukcesy, są zdrowsi, bo nic nie "rozprasza" ich uwagi od tego, co jest głównym wątkiem ich - i nas wszystkich - życia, a więc fizyczności.
Ludzie duchowi (2 etap) dostrzegają natomiast ten elementy nas samych, których fizyczni nie odbierają - duchowość, energetyczność, współzależność i połączenie wszystkiego ze wszystkim, Boga itd. (oczywiście w różnym stopniu). I to jest słuszne, ale pojawia się problem: czemu to służy, na co przekłada się to w ich życiu?
Obserwuję bacznie współczesną ezoterykę, która (jak wszystko) próbuje dopasować się do potrzeb ludzi tak uduchowionych. Wielu z nich stało się takimi po przeżyciu jakiejś tragedii, skłaniają się ku niej jako metodzie na przeproszenie za grzechy albo wręcz wynegocjowania z instacją wyższą lepszego życia. Inny nurt pozwala ludziom uduchowionym myśleć o sobie w kategoriach wyższości nad ludźmi fizycznymi, z racji posiadanej wiedzy i zwiększonej wrażliwości. Z tego tytułu wydaje im się często, że coś im się należy - sukcesy, lepsze życie - a nie fizycznym. Wielokrotnie widziałem rozczarowanie uduchowionych spowodowane tym, że ktoś wyraźnie "fizyczny" osiągnął jakiś sukces. Zwykle tłumaczy się to jakimś przekrętem, z czego z kolei wzięło się przekonanie, że pieniądze są złe, więc kto je ma ma na pewno zbrudzone ręce...
Fizyczni mają jednak swoje za uszami. Nie biorąc pod uwagę duchowości w swoim życiu myślą, że jak zrobią coś złego, czego nikt nie widział, to to tak jakby tego nie było. Konsekwencja zawsze jakaś jest za tego rodzaju czyny, ale nie jest nią karma (w którą nie wierzę) - bardziej sytuacja wynikająca z przyjęcia pewnego sposobu myślenia (ale to temat na inny wpis). Tego fizyczni nie widzą, więc np. zdrada jest ok dopóki nikt się o tym nie dowie, tak samo przekręty, nawet finansowe (bo to nie jest do końca tak, że uduchowieni nie mają z tym częściowo racji). Mają, ale skala jest dużo mniejsza niż im się zdaje.
To, że ktoś jest fizyczny może oznaczać, że będzie mu brakowało pewnego systemu wartości, ale nie oznacza to wprost, że tak zawsze jest. Wielu fizycznych ma ten system wartości, więc w moim słowniku stają się uduchowionymi nowej kategorii - to jest ten trzeci etap.
Ludzie trzeciej kategorii zdają sobie sprawę ze swojej duchowości tak jak na etapie drugim, ale co wynosi to rozumienie na wyższy poziom jest fakt uznania i zaakceptowania w stopniu pełnym, że jest się istotą również fizyczną i że należy uczestniczyć w życiu w pełni rozumiejąc tak sens swojej egzystencji. Te dwa poglądy na tym etapie integrują się i duchowość staje się podstawą pod działanie podejmowane w życiu codziennym. Są to więc ludzie prawi, ale i aktywni życiowo, fizycznie. Odnoszą oni największe sukcesy, bo wiedzą, że ich los leży w ich rękach, nie uciekają od odpowiedzialności, nie wołają do niebios o ratunek tylko ciężko pracują na swoje szczęście. W wielu przypadkach mając jasno określone wartości nie boją się ich bronić, bo czują się ludźmi "pełnymi", mającymi wszelkie narzędzia do tego by zmienić jakąś sytuację. Czują, że słuszność stoi po ich stronie, więc pokazują, że ich dobro niczego się nie boi.
Pisałem wcześniej o skali nieświadomości duchowości jaką mogą mieć fizyczni. Tak naprawdę nie ma potrzeby, żeby każdy wierzył w karty tarota, przepowiednie, energie zaświatowe itd. Nie każdemu jest to potrzebne. Każdemu potrzebny jest jednak system wartości i to jest być może najważniejszy element duchowości, który w zupełności wystarczy do tego by być uznanym za osobę uduchowioną (chociaż można się za taką nie uważać). Znam ludzi bardzo prawych i skutecznych w życiu, którzy nie chcą mieć nic wspólnego ze współczesną ezoteryką (siedząc w niej trochę mocniej niż oni za bardzo się im nie dziwię!). Myślę, że wielu z nich było obiektem tych badań wspomnianych na początku, stąd taki wynik a nie inny.
Czego więc można życzyć im wszystkim?
Fizycznym: zaufania swojej intuicji i naturalnym odruchom serca; głębszego patrzenia na każdą sytuację i uświadamiania sobie wpływów jakie się ma na życie oraz ludzi wokół, zwłaszcza tych negatywnych; czynienia tego, co jest słuszne.
Uduchowionym: zrezygnowania z myślenia, że ktoś przyjdzie i nas uratuje, pomoże; zrezygnowania z wszystkiego, co zaszczepia przekonanie o nieuchronności losu; docenienia swojej fizyczności (ciała, pracy, pieniędzy itd.), zaopiekowania się nią i myślenia o niej tylko w kategoriach dobra.
Czy tym trzecim trzeba czegoś życzyć? Tak: odwagi, by walczyć o słuszną sprawę i pokazywania wszystkim jakim są naprawdę; by stali się naszą przyszłością oraz wzorem dla innych.
Tomek
Ostatnio przeczytałem gdzieś o wynikach badań, które podsumowywały jak ogólnie żyje się ludziom, którzy mają dwa odmienne poglądy na świat: tych, którzy uważają, że są tylko ciałem fizycznym i że poza tym niczego nie ma i tych, którzy uważają, że są energią, mają aurę wierząc w zjawiska, które z tego wynikają.
Generalnie zdrowsi, osiągający większe sukcesy i zadowolenie z życia są ci pierwsi. Można pesymistycznie uznać, że właśnie tacy ludzie przeprowadzali badania stąd takie wyniki, ale myślę, że wytłumaczenie może być inne. Wcale bowiem mnie taki wynik nie zdziwił.
Ludzie, nazwę ich "fizyczni", mają ogromną przewagę nad ludźmi "uduchowionymi". Polega ona na tym, że żyjąc w rzeczywistości przede wszystkim fizycznej i zakładając, że po to się tu jest, żeby doświadczać fizyczności tak naprawdę nie można się pomylić realizując w ten sposób cel naszej tutaj bytności. Na tym etapie czyni się to nieświadomie (wrócę do tego później). Fizyczni dbają więc o siebie, o swoje ciało, o materię, zapewnienie bytu itd. Generalnie odnoszą sukcesy, są zdrowsi, bo nic nie "rozprasza" ich uwagi od tego, co jest głównym wątkiem ich - i nas wszystkich - życia, a więc fizyczności.
Ludzie duchowi (2 etap) dostrzegają natomiast ten elementy nas samych, których fizyczni nie odbierają - duchowość, energetyczność, współzależność i połączenie wszystkiego ze wszystkim, Boga itd. (oczywiście w różnym stopniu). I to jest słuszne, ale pojawia się problem: czemu to służy, na co przekłada się to w ich życiu?
Obserwuję bacznie współczesną ezoterykę, która (jak wszystko) próbuje dopasować się do potrzeb ludzi tak uduchowionych. Wielu z nich stało się takimi po przeżyciu jakiejś tragedii, skłaniają się ku niej jako metodzie na przeproszenie za grzechy albo wręcz wynegocjowania z instacją wyższą lepszego życia. Inny nurt pozwala ludziom uduchowionym myśleć o sobie w kategoriach wyższości nad ludźmi fizycznymi, z racji posiadanej wiedzy i zwiększonej wrażliwości. Z tego tytułu wydaje im się często, że coś im się należy - sukcesy, lepsze życie - a nie fizycznym. Wielokrotnie widziałem rozczarowanie uduchowionych spowodowane tym, że ktoś wyraźnie "fizyczny" osiągnął jakiś sukces. Zwykle tłumaczy się to jakimś przekrętem, z czego z kolei wzięło się przekonanie, że pieniądze są złe, więc kto je ma ma na pewno zbrudzone ręce...
Fizyczni mają jednak swoje za uszami. Nie biorąc pod uwagę duchowości w swoim życiu myślą, że jak zrobią coś złego, czego nikt nie widział, to to tak jakby tego nie było. Konsekwencja zawsze jakaś jest za tego rodzaju czyny, ale nie jest nią karma (w którą nie wierzę) - bardziej sytuacja wynikająca z przyjęcia pewnego sposobu myślenia (ale to temat na inny wpis). Tego fizyczni nie widzą, więc np. zdrada jest ok dopóki nikt się o tym nie dowie, tak samo przekręty, nawet finansowe (bo to nie jest do końca tak, że uduchowieni nie mają z tym częściowo racji). Mają, ale skala jest dużo mniejsza niż im się zdaje.
To, że ktoś jest fizyczny może oznaczać, że będzie mu brakowało pewnego systemu wartości, ale nie oznacza to wprost, że tak zawsze jest. Wielu fizycznych ma ten system wartości, więc w moim słowniku stają się uduchowionymi nowej kategorii - to jest ten trzeci etap.
Ludzie trzeciej kategorii zdają sobie sprawę ze swojej duchowości tak jak na etapie drugim, ale co wynosi to rozumienie na wyższy poziom jest fakt uznania i zaakceptowania w stopniu pełnym, że jest się istotą również fizyczną i że należy uczestniczyć w życiu w pełni rozumiejąc tak sens swojej egzystencji. Te dwa poglądy na tym etapie integrują się i duchowość staje się podstawą pod działanie podejmowane w życiu codziennym. Są to więc ludzie prawi, ale i aktywni życiowo, fizycznie. Odnoszą oni największe sukcesy, bo wiedzą, że ich los leży w ich rękach, nie uciekają od odpowiedzialności, nie wołają do niebios o ratunek tylko ciężko pracują na swoje szczęście. W wielu przypadkach mając jasno określone wartości nie boją się ich bronić, bo czują się ludźmi "pełnymi", mającymi wszelkie narzędzia do tego by zmienić jakąś sytuację. Czują, że słuszność stoi po ich stronie, więc pokazują, że ich dobro niczego się nie boi.
Pisałem wcześniej o skali nieświadomości duchowości jaką mogą mieć fizyczni. Tak naprawdę nie ma potrzeby, żeby każdy wierzył w karty tarota, przepowiednie, energie zaświatowe itd. Nie każdemu jest to potrzebne. Każdemu potrzebny jest jednak system wartości i to jest być może najważniejszy element duchowości, który w zupełności wystarczy do tego by być uznanym za osobę uduchowioną (chociaż można się za taką nie uważać). Znam ludzi bardzo prawych i skutecznych w życiu, którzy nie chcą mieć nic wspólnego ze współczesną ezoteryką (siedząc w niej trochę mocniej niż oni za bardzo się im nie dziwię!). Myślę, że wielu z nich było obiektem tych badań wspomnianych na początku, stąd taki wynik a nie inny.
Czego więc można życzyć im wszystkim?
Fizycznym: zaufania swojej intuicji i naturalnym odruchom serca; głębszego patrzenia na każdą sytuację i uświadamiania sobie wpływów jakie się ma na życie oraz ludzi wokół, zwłaszcza tych negatywnych; czynienia tego, co jest słuszne.
Uduchowionym: zrezygnowania z myślenia, że ktoś przyjdzie i nas uratuje, pomoże; zrezygnowania z wszystkiego, co zaszczepia przekonanie o nieuchronności losu; docenienia swojej fizyczności (ciała, pracy, pieniędzy itd.), zaopiekowania się nią i myślenia o niej tylko w kategoriach dobra.
Czy tym trzecim trzeba czegoś życzyć? Tak: odwagi, by walczyć o słuszną sprawę i pokazywania wszystkim jakim są naprawdę; by stali się naszą przyszłością oraz wzorem dla innych.
Tomek
Subskrybuj:
Posty (Atom)