poniedziałek, 26 listopada 2012

O przyszłości

Witajcie,

Zawsze kiedy rozmyślam o przyszłości czuję, że wchodzę na wielowątkowy szlak, który wiąże się z kolejnymi, pokrewnymi wątkami by stworzyć jakiś myślowy szlak, który prowadzi do ostatecznego wniosku. Czasem takie wątki-szlaki kończą się ślepym zaułkiem; trudno jest dojść do tego ostatecznego wniosku, które ogarnąłby je wszystkie. Nie wiem dokąd dojdę, ale podążę do przodu, zapisując każdą myśl, nie gubiąc wątku ogólnego i może coś sensownego się z tego narodzi - zobaczymy!

Przyszłość to ciekawy twór. Na pewno istnieje: jako energia, jako koncept z którym można/powinno się negocjować. Każdy ma przyszłość nawet ci, którzy mają przekonanie, że to nieprawda. Żyjemy bowiem wiecznie. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z perspektywy energii wygląda to inaczej; one nie wydają się istnieć w czasie, przestrzeni. A my tak. Na czym więc ta odmienność może polegać?

Może i jest tak, że jako ludzie idziemy w przyszłość i zostawiamy za sobą przeszłość. Ale może jest tak, że jako energie tak naprawdę nie poruszamy się w konwencjonalny sposób - może "stoimy w miejscu"; nasza świadomość po prostu stoi zawieszona w nieprzestrzeni i nieczasie i wszystko inne porusza się względnie dookoła. No bo czyż powodując ruch ciała zmienia się nasza świadomość? Czy stawiając krok do przodu porusza się razem z tym krokiem nasze wnętrze? Nie, ono rządzi się innymi prawami i choć porusza się (bo faluje, bo zmienia się), to jednak nie w kontekście tego co w jej przestrzeń samoistnie "wpada" jako efekt tego (fizycznego) ruchu. Jeśli pójdziemy piechotą, wykonamy jakiś ruch ciałem, zawsze poczujemy opór wiatru, większy, mniejszy, ale zawsze. Coś więc zawsze będzie działało na nasze ciała. Ale z duchem, energią tak przecież nie jest. Można przemierzyć całe życie i ruchu w sobie mieć niewiele; można przeżyć mało, ale spowodować takie poruszenie w sobie, że można by obdzielić nim pięcioro. Czas i przestrzeń, z perspektywy energii, nie istnieją (albo przynajmniej są bardzo, bardzo giętkie), bo nie zmieniają, nie wpływają bezpośrednio na nią, na świadomość i naszą podświadomość.

Co więc decyduje o tym poruszeniu energii? Czym jest w tym kontekście przyszłość? Czy marszem w przyszłość czasową, czy raczej marszem w to, co bardziej... istotne, sensowniejsze, lepsze.

Jeśli wyobrazić sobie, że czasowo i przestrzennie świadomość-energia jest statyczna i zmienia się tylko sama w sobie, to przyszłość/przeszłość, pomysły, energie otaczające, wnioski wygenerowane same z siebie, potencjały rozwijane z wewnątrz tylko jakby "latają" wokół naszej energii i naszym wyborem (świadomym i/lub nieświadomym) łączymy się z tą energią, ona zaczyna nas dotyczyć i nas wewnątrz zmieniać. Rozważamy ją, a przychodzi ona pod postacią najróżniejszych rzeczy: zdarzeń, ludzi, słów wypowiedzianych, książek przeczytanych, momentów bujania w obłokach, pomysłów i inspiracji itd. Bywa przecież tak, że są zdarzenia, które dzieją się, ale nie robią na nas wrażenia. Na inną osobę zrobią, wpłyną, na wiele osób w różnym stopniu, a to przecież jedno i to samo wydarzenie.
Jeśli więc człowiek mocno przywiązał się do jakiejś myśli, wydarzenia z przeszłości i przeżywa ją w sobie ciągle na nowo, to czy jest ta myśl przeszłością tego człowieka, czy może raczej jego... przyszłością, teraźniejszością? Z pewnością to drugie, każdy odczuł na sobie siłę myśli powracających, które budzą emocje - jedno z tych poruszeń energii. A potem, kiedy temat zostaje "przerobiony", to ta myśl zanika, zamienia się w wyblakłe, czarno-białe zdjęcie, które możemy przywołać jako takie, jako nasz kapitał, mądrość. Człowiek zaczyna więc szukać dalszych poruszeń.

Czym więc jest nasza przyszłość? Myślę sobie, że to energia, jakiś pomysł; coś, co nas do tej pory jeszcze nie dotyczyło, ale być może zacznie. To nie jest osadzone na linii czasu, można bowiem przemieniać się w sobie wolno i szybciej, mniej i bardziej intensywnie. To będzie rzutowało na postrzeganie czasu, oczywiście, ale nie jest odwrotnie (nie można z pewnością bowiem powiedzieć, że jakaś nauka, szeroko pojęta, zajmie np. 5 lat). Można poszukiwać tych energii nowych mniej lub bardziej intensywnie, a one przyjdą pod postacią jakichś zdarzeń, ludzi, lub duchowej postaci, która stanie obok i sobie tak z nami pogada. Przyszłość nie różni się więc niczym od innych energii, poza bardzo względnym zabarwieniem czasowym, które jej nadajemy. I co z tym dalej począć?

Jest dużo więcej energii, z którymi możemy się połączyć, spotkać w danym momencie niż to świadomością swoją pojmujemy, ogarniamy. Warto wysilać się, by z tego gąszczu wyławiać to, co najwartościowsze dla nas, podejmować decyzje o tym co dla nas najlepsze w sposób bardziej zdecydowany, świadomy; próbować wpływać na ten proces. Wszak te same lekcje mogą przyjść do nas w różnych formach, wcale nie muszą być w swej wymowie tragiczne; nie muszą nosić znamion błędów. Można się przed tym uchronić poprzez wyczucie, że to nadchodzi, że energia jak chmura zbiera się nad naszą głową. I już wyciągnąć z niej lekcję, i już podjąć w sobie trud przemiany. Wówczas odchodzi, staje się tym wyblakłym zdjęciem... A jeśli już zaistnieje, to tym bardziej, niech zbyt długo więc nie wisi, nie ciąży.

Dlatego wróżenie ma sens, bo jest spojrzeniem w to, co tak się zbiera nad naszymi głowami; co może przyjąć jakąś określoną postać, która fizycznie nas z nią skonfrontuje (ale nie tylko). Czy więc może tak być, że ktoś będzie miał przyszłości więcej, niż inny człowiek? Tak, bo jednym dzieje się w życiu więcej, intensywniej, a innym mniej, ale niekoniecznie tym drugim dzieje się mniej we wnętrzu - energie bowiem przyjmują różne postacie, przyszłość to tylko jedna z nich (jeśli chodzi o moją preferencję, to wolę, by w życiu działo się mniej, za to dobrze, ale może rekompensuję to sobie rozmiarem rozważań takich jak te?).

Jako energia niewcielona, tak czuję, obracamy się wokół tego, co jest nam najbliższe; z dużej odległości wiemy, co mogłoby do nas nadejść jako wyzwanie, jako przemiana i ta wszechwiedza niestety nam nie służy; nie służy autentycznemu przeżywaniu tego, co mogłoby zostać przez nas dotknięte i przyjęte. Musielibyśmy jakby zapomnieć, udawać, że nie wiemy po co przychodzi, żeby spowodować zmianę, a to nie jest możliwe (tutaj z braku wiedzy zakładam, że jest to niemożliwe, co wynika z wiary, że po coś się w końcu wcielamy; że tego sensem jest powyżej zarysowany proces naszej przemiany). Stąd zapomnienie o swojej duchowej istocie, stąd fakt istnienia w nas podświadomości-głębi, która wiele decyzji podejmuje "za nas" - wyzwaniem jest zbliżanie, utożsamianie się z nią i to jest kolejny, osobny wątek do rozważań.

Jak więc praktycznie myśleć o przyszłości? Może lepiej myśleć ogólnie, w kategoriach zdarzeń, ludzi, pomysłów, idei, inspiracji, a może jeszcze ogólniej: energii, pod postacią wyczuwania jej w określonej tonacji, barwie i wyobrażanie sobie, wizualizowanie, że ona nas dotyczy, ta upragniona, następna w kolejności... będąc bowiem gdzieś osadzonym w tym nieczasie i nieprzestrzeni posiadamy wyczucie, koncept tego co za zakrętem, co następne dla nas (oraz tego, co minęło) - może nie od razu kilka ruchów do przodu, ale przynajmniej ten jeden, następny. On zawsze jest i to pozytywny (bo energia, jej potencjał, nie spada, tylko rośnie; nie zapominamy głęboko w sercu lekcji już przerobionych). Warto więc wyczulić się mocniej i nasłuchiwać co dalej aż się poczuje, aż się usłyszy. Warto, bo jak się usłyszy, że zbiera się na burzę, można ją ominąć patrząc na słońce i idąc w jego kierunku. A jeśli widać to słońce, to zacząć się nim ogrzewać zanim jeszcze w pełni dla nas zaświeci czując, że jest coraz bliżej, cieplej, przeżywając w sobie już jego spotkanie. Kolejnym pomysłem może być takich wizji kreowanie...

Przy odrobinie wprawy, podróżnik przez życie przestaje nim być - to wszystko inne podróżuje w jego kierunku, jemu na spotkanie, a on wybiera, że chce to, a tamtego to może lepiej nie...  W tym widzę siłę energii i jej idei jako czegoś bardzo praktycznego, jako czegoś bardzo wartościowego. Nie wiem jak wy, ale nie mogę się doczekać kiedy zanurzę się w świat wyczuwania energii, wróżenia sobie tej dobrej, najlepszej przyszłości. Tej ostatniej życzę nam wszystkim wiedząc, że zależy ona tylko od nas.

Pozdrawiam,
Tomek