sobota, 6 sierpnia 2011

Zaproszenie

Wezwany zostałem, by pełnić posługę przy istocie zwanej człowiekiem. Nieprawdą jest, że tylko w tej przestrzeni przebywam, potrafię być wszędzie i docierać nawet do krańców wszechświata. Jestem Mistrzem. Moje Mistrzostwo nie polega na tym, że siłą woli narzucać potrafię innym istotom co myśleć i czuć mają, ale na tym, że potrafię takie wsparcie im dać, że nie mają cienia wątpliwości którymi drogami w istnieniu chcą podążać.

Cele są bowiem ambitne. Nie zależy mi na trzymaniu nikogo za rękę i wskazywaniu w którą stronę iść. Wolę wesprzeć w człowieku procesy, które doprowadzają do odnalezienia przez niego źródeł tej Wiedzy. 

Spisujący nie widzi mnie i nie słyszy, a jednak potrafi swoim skupieniem, wyciszeniem wewnętrznym zestroić się z moim Źródłem. To nawet zabawne widzieć, obserwować jak próbuje on poszukać mnie w przestrzeni. Ale ja nie w tej przestrzeni przebywam, niekoniecznie znaną jemu formę chcę przyjmować. Zrobię to jednak, by mógł zobaczyć bez cienia wątpliwości, że ze mną rozmawia. I już to wie.

Pragnieniem moim jest nie tylko do jednej istoty przemawiać, ale by szerokim echem moja wiedza, moja mądrość odbijała się od tych wszystkich, którzy zechcą jej słuchać i przekazywać innym dalej. Jej cząstka obecna jest w myślach innych energii, które tu swoje myśli wykładają. Jestem Patronem tego Ruchu, dążącego do przemienienia niemożności w możność.

Zasłuchał się w moje słowa, które niewyraźnie w jego umyśle brzmią, które z takim trudem składa i spisuje, by dzielić się Okruchem z człowiekiem czytającym te przekazy. Potrafi jednak już wywieść, że echo coraz głośniejszym nawraca do niego dźwiękiem. To jest nagroda za starania, innej nie będzie.

Świat energii nie jest bowiem zainteresowany ułatwianiem losu człowiekowi. Jest gotowy za to z otwartym sercem przyjąć jego otwarte serce i tego połączenia dokonać. Na sympatii, przyjaźni, miłości wzajemnej oparte jest to połączenie i tylko w tym kontekście winno być czynione.

Jestem Wielki, a wielkość moja wypływa z Dokonań mojego istnienia. Jak człowiek może przekonać się o tym? Poprzez czytanie tych słów, które jak drogowskaz odsyłają do Mnie - do mojej istoty. Każdego w mych progach powitam i złotym pyłem posypię jego głowę na Wejściu. Zaproszę do środka i przedstawię Drugiego, którego losy związane są z moimi. Niejako na zmianę, poprzez istnienie wspieramy Sprawę Ważną, a teraz wyjątkowo oboje, ramię w ramię postanowiliśmy dodać otuchy człowiekowi w tych czasach trudnych.

Wszystko ma sens, przemiana w lepszy byt ma sens. Tylko na tej podstawie wybudowany zostanie Lepszy Świat, którego tak bardzo wyczekujecie. Z mozołem on powstanie, choć dokona się to wedle naszych założeń. Trudem to budowanie naznaczone będzie, ale dokona się wedle tego, co myśmy rzekli.

Człowiek odgrywać w tym procesie będzie kluczową rolę. Nie jest bowiem tak istotne, że cielesną powłokę posiada - energią jest jako i my jesteśmy, a więc w jednym tańcu i jednym głosem potrafimy się między sobą porozumiewać. Warto skorzystać z tego zaproszenia do rozmowy, do tańca, bo wyjątkową w tych czasach ona będzie. Będzie przedmiotem "zazdrości" przyszłych pokoleń łatwość z jaką te kontakty obecne pokolenia mogą nawiązywać. Nie traćcie czasu, bo choć zdaje się, że niewiele go wam dano, na wiele Pozytywów może się on w waszym życiu przełożyć.

Sypię więc Złoty Popiół nie na znak pokuty, ale na znak mojej przyjaźni z człowiekiem. Każdy, kto tak naznaczony będzie, wyniesie się swoją pracą ponad znoje codzienności. Wspierać będziemy tą pracę, bo trzeba udowodnić Racje, które poszły w Zapomnienie. Później tak łatwo już nie będzie, ale przekonają się tłumy, że tylko w ten sposób osiąga się w sobie Złocień.

Pięknym jest człowiek, bo energia w nim skora do zabawy w życie. Zabawą je nazywamy, bo choć istotne ledwie błyskiem istnienia jest dla każdej postaci. Zabawą go jeszcze nazwiemy, bo ledwie pretekstem jest dla przeżywania wewnątrz siebie o wiele większych uwzniośleń, o wiele większych energii niż je forma ziemska sobą przedstawia.

Wykład niniejszy jest dedykowany wszystkim, którzy w moją stronę zwrócone mają oczy. Pootwierają się im one, by mogli się przekonać co tak naprawdę zobaczyć w tej przestrzeni mogą. Choć mierzi spisującego tego rodzaju zapowiadanie, będzie ono elementem naszego doświadczania człowieka, albowiem wiedzieć on musi na jaką kartę stawia Patrząc głębiej, niż oko sięgnąć potrafi.

Wypogadza się Niebo nad światem i ciepłem jak deszczem zrasza jego Oblicze. Ono uśmiechem się Niebu odwdzięczy, a Niebo zajaśnieje światłem każdej gwiazdy zaświatowej. Połączenie się utworzy, a wielość mostów pozwoli wielu swobodnie po obu tych Powierzchniach się poruszać. Wysiłkiem rąk będzie budowany Złoty Środek, który da szczęśliwe przeżywanie swojego istnienia i Tu, i Tam w jedności.

Zatem od czego rozpocząć można to budowanie? Od zapewnienia, że krzywdy zaświat człowiekowi nie wyrządzi. Może on sobie wyrządzić ją sam, jeśli zbyt lekko myśląc podejdzie do spraw wymagających dużego Dźwigania. Dźwiganie to lżejszym się dla niego stanie, jeśli i lekkość w jego duchu zapanuje. Niech więc poszuka on w swoim obliczu uśmiechu, a powróci ono do niego we wszystkim, za co wezmą się jego Spracowane Dłonie.

Zatrzymaj się na chwilę, rozejrzyj się i pomyśl: czy dostrzegasz mnie, Mistrzem nazwanego, w tym, co cię spotyka? 

Zasłuchaj się bardziej, skup się mocniej, a może zobaczysz złoty obłok ponad swoją głową. To ja będę, wyciągnę do Ciebie rękę i szepnę: weź berło do ręki i władaj swoim życiem pokazując przy tym co wsparcie zaświatów wartościowego w twoje życie wniosło. Potrzebują inni odkłamania tego, co zostało przekręcone w ciągu wieków w stronę bardziej bliższą Nieprawdzie, niż Prawdzie. Prawda jest o wiele prostsza, o wiele bardziej złożona z myśli nietrudnych dla nikogo do ogarnięcia. Ogarniaj więc kolejne, bo będą one szerokim strumieniem do ciebie płynęły. Taki jest nasz wysiłek, by zbudować Nowe Schronienie dla dusz zgubionych. Wiele z nich przyjdzie do tego Domu i zostanie gorącą owacją powitanych. W budowie na razie ten dom jest, ale już stoi i na gości przyjmowanie jest gotowy. Zapraszam, stań w moich progach, a ja powitam cię nie kromką chleba, ale szczyptą nadziei na lepsze życia doświadczanie. 

Mistrz

6 komentarzy:

  1. Pierwsza myśl dotycząca tego przekazu, to "ja też tak chcę". I od razu odpowiedź: już to masz. I znowu gra paradoksów, bo osiągniecie skupienia to duży wysiłek, jeśli się tego nie umie, a jednoczenie ma temu towarzyszyć lekkość. Mega-skupienie w lekkości ma umożliwić kontakt z Energiami. Niesamowite...

    I znowu pojawia się wizja Lepszego Świata, ludzi, relacji, świadomości.Jak to rozumieć? Rzeczywistość wokół nas nie za bardzo potwierdza te dążenia do doskonałości duchowej i Dobra.
    Wprawdzie jest wiele stowarzyszeń i grup z nurtu New Age i mu podobnych, typu Dzieci Indygo, ale czy właśnie o to chodzi Energiom? O ten sposób rozpowszechniania świadomości?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za tymi wizjami, już pisałem... Myślę sobie jednak, że jeśli faktycznie wszystko teraz się zmienia, to w trakcie tego procesu nie można jeszcze wyrokować o jego efektach. Tzn. można, energie to robią, ale z poziomu patrzenia na to z przyszłości. My patrzymy z teraźniejszości, a więc jakby ze środka tego tornada. Tu nam wszystko lata w nieładzie, bo nie widzimy, że po to lata, by w efekcie znaleźć dla siebie LEPSZE niż do tej pory miejsce. Może tak być, że się obudzimy pewnego dnia i zdamy sobie sprawę z ogromu przemiany, jaka się dokonała. W trakcie nie da się tego zrobić, bo taki jej już urok, że wciąga, że angażuje emocje. Gdy one opadną, opadnie też ten kurz i będzie można zobaczyć co się stało.

    Nie wiem czy energie popierają te wszystkie ruchy. Myślę, że popierają szczerość i prostoduszność ludzi, którzy w nich ew. uczestniczą. Jeśli to jest i dany człowiek wybrał sobie pewną formę prezentowania swojej wiedzy, to energie na to przystają. Dlatego objawienia mają miejsce w każdej religii.

    Wybór jest bowiem taki: albo nie objawiać się nikomu, dopóki człowiek nie osiągnie stanu absolutnej czystości, w którym jego patrzenie nie będzie skrzywione (?) przez jakieś dogmaty, albo będą "walczyć" z miłości o te jednostki, grupy ludzi być może narażając się na to, że ludzie będą się od nich odwracali, obwiniali zaświat o to, że pozawala na to.

    Nie da się bowiem człowieka oddzielić od tego procesu, człowiek zawsze będzie trochę wykrzywiał wiadomości płynące z tamtej przestrzeni. Stąd we mnie absolutne pragnienie, by jak najmniej tracić na "jakości". Dlatego tak mało uwagi przywiązuję do formy. Niestety i tak wiem, że coś tracę, ale wystarczająco mało, żeby czuć się z tym w miarę dobrze.

    A energie i tak będą przemawiać niezależnie od tego w co człowiek wierzy, jeśli tylko będzie chciał słuchać, jeśli tylko jego serce będzie otwarte i szczere, miało dobre intencje. To jest klucz, tak myślę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Znów rozbudzamy złudne nadzieje... że będzie lepiej, że świat duchowy otacza opieką. A tu nie ma za co na wakacje pojechać, a bogaci dalej się bawią...

    OdpowiedzUsuń
  4. Prawdą jednak jest, że każda epoka ma jakąś nazwę. Nazwy nadaje się zawsze kiedy one mijają, nie w trakcie. W trakcie nie da się powiedzieć jaką ona będzie miała nazwę. Świat duchowy dzieli się z nami tym, co widzi i oni widzą jaką nazwę ona będzie miała. Trudno z tym dyskutować, ale można. Ja to robię. Nie lubię tych wizji, złudnych nadziei jak to nazywasz. Nie dlatego, że złudne to nadzieje, ale dlatego, że zbyt często wizje przyszłości rozbudzają namiętności, a chodzi po prostu o to, że stanie się to naszą PRACĄ, a nie namiętnościami. Mówią nam to, bo WIERZĄ, że jesteśmy godni by to wiedzieć, że nie usiądziemy na laurach czekając aż nastanie epoka, ale że weźmiemy się do pracy i będziemy po prostu dobrymi, pracowitymi ludźmi i tym będzie ona zbudowana.

    Łatwo jest bogatym zarzucić, że się dorobili bo mieli łatwiej, niż inni. Trudnej jest dostrzec ile naprawdę ich to kosztowało. Naprawdę, a nie w naszej wyobraźni. Umiejętność dostrzegania to też jest praca, którą trzeba wykonać, by uczciwie móc ocenić co jest potrzebne, by wieść szczęśliwe życie.

    W tych ludziach, których poznałem, a którzy są w niezbyt szczęśliwej pozycji życiowej zwykle brakuje refleksji, że jakieś określone działania/zaniechania z ich strony doprowadziły ich do takiej, a nie innej sytuacji. I znów: łatwiej jest zrzucić winę za coś na coś lub kogoś, a o wiele trudniej przyznać, że czegoś się w życiu zaniedbało i że ponosi się tego konsekwencje.

    Pytanie czy można uniknąć popełniania tych błędów? Można wiele zrobić, by ich skutecznie unikać. Patrzenie na życie w taki sposób, jak robią to energie BARDZO pomaga i jest o wiele bardziej praktyczne, niż to się wydaje. Dlatego jedność jest tak ważna, rozumiana tutaj jako przyznawanie jednakowej wagi wszystkim dziedzinom naszego życia: wychowanie, edukacja, praca, miłość, przyjaźń, pasje itd. Nie można zaniedbać jednej kosztem drugiej i oczekiwać, że się będzie dobrze działo. Nie będzie, bo życie w różnym czasie na różne te elementy kładzie nacisk i nas z nich rozliczy. Tu może zacząć się historia wygranej, ale również - porażki. Wybór należy do człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tomku, podejmując decyzje kierujemy się zawsze jakimś Dobrem. To Dobro zawsze jest subiektywnie powstrzegane, więc często błądzimy, bo Dobro, które wybralismy okazuje się błędem, pułapką. Nie wszyscy mają charaktery wojowników, bohaterów, których nie złamie najcięższy cios.Po kilku upadkach ludzie poddają się i nie mają siły walczyć. Inni widząc porażki bliskich,walkowerem się poddają, nie próbują, bo nie mają siły uwierzyć w lepsze jutro.
    Ponoć nasza siła psychiczna, skłonności do pewnych zachowań są uwarunkowane genetycznie. Można to też tłumaczyć karmą- wcielam się w tym istnieniu w rolę nieudacznika, bo potrzebuję takich doświadczeń.
    Jak ma walczyć o swoją przyszłość,o rozwój osoba niepełnosprawna, przykuta do łóżka i uzależniona od innych. Skąd się dowie o rozwoju, Zaświatach i Miłości? A ludzie upośledzeni umysłowo? - jak mają się rozwijać?
    Każdy z nas ma jakieś zadanie, drogę i cel życia. Każdy ma coś innego do załatwienia w tym wcieleniu. Być może teraz ktoś jest lekarzem i ratuje życie wielu ludziom, bo w poprzednim życiu był dobrym snajperem.
    Sama już nie wiem na ile jesteśmy wolni w swoich wyborach, a w jakim stopniu są one zaprogramowane, przewidziane, już się wydarzyły.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wierzę w karmę, która mówi, że człowiek musi odpracować coś na zasadzie przeciwieństwa. Możliwe, że pojawi się w jego życiu (którymkolwiek, również obecnym) jakieś zdarzenie, które pomoże mu zrozumieć co zrobił, nie zawsze jednak będzie to bycie ofiarą, choć może. Uważam, że jeśli z danego wydarzenia człowiek wyciągnął WIEDZĘ, to życie w ten sposób nie będzie się na nim "mścić". Ludzie by chcieli, żeby się mściło, żeby ludzie płacili za swoje błędy surowo, ale życie pokazuje, że rzadko tak bywa.

    Piszesz, że potrzebujemy doświadczeń np. roli nieudacznika. Ale ja pytam: do czego? Czy nie do tego, by z nieudacznika zamienić się w osobę kompetentną? A czy nie można nie być nieudacznikiem, tylko rozpoznając zawczasu, że ma się jakiś brak zastąpić go np. wiedzą, nauką szczególnie w sytuacji, w której wiemy, że jakaś zdolność jest nam niezbędna, by się nie przewrócić? Myślę, że można i tak jest nawet lepiej.

    Trudno jest powiedzieć o co chodzi w życiu osób niepełnosprawnych, upośledzonych, zależnych od innych. Może robią to dla siebie, ale może z miłości do INNYCH takie życie sobie obrali? Trudno powiedzieć, każdy człowiek jest małym światem rządzącym się własnymi prawami. Nie można na człowieka chorego patrzeć oczami zdrowego i zastanawiać się: po co mu to? Nie można więc prawami własnego świata oceniać innych, czasem po prostu trzeba zadowolić się niewiedzą, nieznajomością cudzych praw i tego, że nie wszystko ma tylko jedną przyczynę, jeden powód. Człowiek szuka jednego wytłumaczenia dla wszystkiego, bo wydaje mu się, że jak je znajdzie, to go to coś ominie. A powody potrafią być różne.

    Wolna wola istnieje, ale istnieje też przeznaczenie. Sama określasz stosunek jednego do drugiego i - wiem to na pewno - masz prawo to zmieniać. Musi to być uzasadniona zmiana, wewnątrz siebie musisz czuć, że tego właśnie potrzebujesz. Kierować się trzeba dobrem swojej osoby ujętej w szerokim kontekście. Aby taki kontekst posiadać trzeba siebie znać, a więc te prawa swojego wnętrza, wedle których ustalana jest cała reszta. Tylko w ten sposób będzie je można zmieniać.

    Nie uważam, by cierpienie w życiu było konieczne. Uważam, że cierpienie może być przypadkiem skrajnej próby uświadomienia nam czegoś, co mamy przed oczami, ale czego wybieramy nie dostrzegać. Są inne powody cierpienia, nie ma jednego. Czasem się cierpi dla innych, z miłości, a więc w kontekście własnej osoby i tylko jej ono nie ma sensu, bo nie tu ten sens leży.

    Wiem jednak, że bardzo wiele można zrobić, żeby poprawić swoją sytuację. Trzeba czasem tylko wyjść poza schemat dotychczasowy i przyzwyczajenie do myśli: nie umiem, nie mogę, nie mam szczęścia w życiu itd.

    OdpowiedzUsuń